– Pływanie zimą na packrafcie pozwala zobaczyć rzekę i przyrodę z zupełnie innej perspektywy. Nie ma innych kajakarzy, przez co można doświadczyć zupełnej ciszy. Łatwiej również dostrzec zwierzęta – zachwala tę formę aktywności Daniel Tokarz, jeden z jej głównych propagatorów w Polsce, łączący spływy z pieszymi wędrówkami lub jazdą na rowerze.
W dosłownym tłumaczeniu packraft to po prostu "tratwa w plecaku". W rzeczywistości zaś, ultralekki – ważący przeciętnie około trzech kilogramów, pneumatyczny kajak (vel ponton) z wodoodpornego, wysychającego w kilka minut materiału, którego mała objętość pozwala zmieścić go w zwykłym plecaku. – Z packraftem możemy pływać tam, gdzie chcemy, w razie potrzeby mając go przy sobie, by odkrywać nowe miejsca. To nasz sposób na pełną swobodę, żadnych ograniczeń, jak w przypadku kajaków, gdzie musisz trzymać się wyznaczonego szlaku – podkreśla z kolei Luiza Wrochna.
Oboje weszli w skład dziewięcioosobowej ekipy, która w połowie lutego wybrała się na packrafting Pilicą na odcinku od Spały do Inowłodza. Część uczestników przyjechała z Warszawy, wszyscy zaś – określający się jako miłośnicy Łódzkiego – chcieli "poczuć magię rzeki o tej właśnie porze roku". – Zimowy spływ Pilicą to coś więcej niż tylko niecodzienna atrakcja. To prawdziwa wolność, która napędza nas każdego dnia. Uwielbiamy naturę i to, co ma nam do zaoferowania – kontynuuje w rozmowie z portalem Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi (www.lodzkie.pl) pani Luiza, organizatorka wydarzenia. Jak zgodnie zaznaczają wszyscy, w tym przypadku było tego naprawdę dużo. Wybrali na spływ jeden z najatrakcyjniejszych odcinków rzeki, na którym Pilica przepływa przez las. Przebiega przy niej bardzo atrakcyjny, czerwony szlak, przecinający Spalski Park Krajobrazowy i Rezerwat Spała, co gwarantuje spotkanie z prawdziwą, dziką przyrodą. Poza tym tęsknią za ciszą, której tu można doświadczyć. – Jest woda, są kaczki, nie ma natomiast elektroniki, spraw do załatwienia, pośpiechu... Można się zatrzymać w otoczeniu fajnych ludzi i zaznać wolności – podsumowuje Luiza Wrochna.
Może i woda była lodowata, za to serca gorące – podobnie jak i zapał do planowania przy ognisku i wspólnej biesiadzie kolejnych tego typu spotkań. Wszyscy byli zgodni: – Do zobaczenia na packraftowym szlaku!
Oprac.: wk
Fot. lodzkie.pl