tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Koperty z nadrukiem ...
czytaj dalej »

Do wynajęcia kompletnie wyposażona restauracja
czytaj dalej »

PSYCHOLOG mgr KRYSTYNA ARCAB* - konsultacje, ...
czytaj dalej »
 
Relacje

 Narażają życie dla życia

 
Ratownicy górniczy to najlepsi specjaliści wyszkoleni nie tylko do ratowania ludzi. O ich pracy opowiada Zbigniew Kubica, dyrektor Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Jaworznie, który uczestniczył w akcji poszukiwawczej w Tomaszowskiej Kopalni Surowców Mineralnych ?Biała Góra?.





- Akcja w jednych z wyrobisk w Smardzewicach nie należała do najłatwiejszych?
Zbigniew Kubica: - Może o tym świadczyć chociażby fakt, że okoliczne służby poszukiwawcze nie podjęły się tego zadania.
- Co powodowało, że akcja była trudna?
- Kilka czynników. Przede wszystkim właściwości piaskowca, który był wydobywany z zalanego wyrobiska. Pod wodą piaskowiec eroduje i występowało zagrożenie oberwania się skał na nurka. Kolejnym utrudnieniem była zerowa widoczność pod wodą. Ratownicy, nurkując, nie mogli nawet odczytać z urządzeń pomiarowych, ile jeszcze mają powietrza w butlach. Całą akcję poszukiwawczą prowadzili po omacku.
- Z naszych informacji wynika, że nikt nie widział momentu wypadku. Założono kilka scenariuszy, co mogło po zdarzeniu stać się z górnikiem. Na czym się skoncentrowaliście?
- Ze wstępnych ustaleń wynikało, że na części brzegu, gdzie stał mężczyzna, nastąpiło gwałtowne osunięcie się podłoża w pionie i powstanie leja o średnicy kilku metrów, do którego wpadł poszkodowany. Dlatego w pierwszej fazie akcji przyjęliśmy, że powinien on znajdować się pod osuwiskiem. Bardzo ciężko było jednak je przeszukać, dlatego przebudowaliśmy konstrukcję ssawną wykorzystywanej przez kopalnię pogłębiarki Boleń. Za jej pomocą odsłanialiśmy kolejne warstwy skał i piachu, które były przeszukiwane przez nurków. Ratownicy pod wodą i tak musieli przesuwać mniejsze odłamki skalne. Nie było to proste, chociażby dlatego, że dno zbiornika było bardzo nierówne.
- Dni mijały, a poszukiwania nie przynosiły rezultatów?
- Podczas prac pogłębiarka odessała z osuwiska czapkę pracownika, części drewnianego styla od łopaty, a nurkowie zlokalizowali żerdź wiertniczą. To wskazywało, że ciało musi być w tym miejscu. Po dwóch dniach poszukiwań na miejsce został ściągnięty specjalistyczny georadar z Gdyni. Przeszukaliśmy nim zawalisko i nabrzeże. Bez rezultatów. W końcu rodzina zdecydowała się wynająć jasnowidza, ale i on nie pomógł. Przełom nadszedł, gdy sprowadziliśmy psy z komisariatu policji wodnej z Poznania, wyszkolone do poszukiwania ciał pod wodą. Aby jednak mogły sprawnie działać, nie może wiać mocny wiatr, bo wtedy nie ustalą precyzyjnie, gdzie znajdują się zwłoki. Dzięki nim udało się wytypować prawdopodobne położenie poszkodowanego, ale w dalszym ciągu był to obszar o średnicy kilkunastu metrów.
- Nie było to w pobliżu zawaliska?
- Potwierdziliśmy to ostatecznie za pomocą specjalistycznego sonaru, który posiadali strażacy z Legionowa. Moim zdaniem mógłby on zostać wykorzystany już wcześniej, ale nikt nie wiedział, że tamtejsi strażacy mają taki sprzęt. W przyszłości powinien być lepszy przepływ informacji między służbami ratowniczymi. Zarówno oni, jak i chociażby sztaby kryzysowe w razie potrzeby powinny mieć bazę danych kto, gdzie i jaki sprzęt posiada. Aspirant z Legionowa, który obsługiwał sonar, sprawdził dokładnie przyjęty rejon poszukiwań i stwierdził, że w badanym obszarze nie ma ciała. W związku z tym rozszerzyliśmy rejon poszukiwań, co w krótkim czasie pozwoliło precyzyjnie zlokalizować ciało górnika. Potwierdził to nurek. Spoczywało na głębokości około 7,5 m, w odległości 20 metrów od miejsca wypadku w głąb zbiornika. Chciałbym tu podkreślić zarówno walory techniczne samego sonaru, jak również wysoki profesjonalizm jego obsługi.
Bardzo dobrze układała się także współpraca z nurkami z firmy Nitrox z Płocka.
- Jak ciało mogło się tam znaleźć?
- Możemy tylko spekulować. Być może zostało przesunięte w czasie odsłaniania warstw przez pogłębiarkę. Była ona przebudowana i nie uszkodziła ciała, ale mogła je przesunąć.
- Często pan bierze udział w takich akcjach?
- Na szczęście nie. Jeżeli chodzi o działania podwodne, to często zajmujemy się poszukiwaniami ciał topielców na otwartych akwenach. W zeszłym roku, w lipcu prowadziliśmy taką akcję w zbiorniku wodnym w okolicach Wodzisławia Śląskiego.
Ratownicy górniczy, nurkowie przewidziani są przede wszystkim do prac podwodnych w wyrobiskach zakładów górniczych z chwilą wystąpienia zagrożenia wodnego lub prac profilaktycznych podnoszących bezpieczeństwo.
- Wszystkie osoby, które przebywały na miejscu akcji poszukiwawczej na terenie kopalni ?Biała Góra? były pod wielkim wrażeniem profesjonalizmu i poświęcenia nurków.
- Członkowie górniczego pogotowia nurkowego przechodzą specjalistyczne przeszkolenie. Obecnie w szeregach jest dużo młodych ratowników górniczych, nurków, ale są również i tacy, chociażby jak ja, którzy na początku lat 90. przechodzili specjalistyczne szkolenie, uzyskując uprawnienia wydane przez Urząd Morski w Gdyni. Oczywiście cały czas ćwiczymy. Zimą na basenie, a już w kwietniu na zbiornikach otwartych i zapewniam, że nie w Egipcie na rafach koralowych, ale w akwenach, gdzie panują takie warunki, jak między innymi na ?Białej Górze?. Oprócz prac poszukiwawczych nurkowie potrafią wykonywać skomplikowane prace techniczne, takie jak na przykład skręcanie rurociągów, montaż pomp czy poszukiwanie zatopionych przedmiotów. Co roku członkowie pogotowia nurkowego uczestniczą zgodnie z obowiązującymi nas przepisami w tygodniowych obozach kondycyjno-szkoleniowych. W 2001 roku taki obóz odbywaliśmy właśnie nad Zalewem Sulejowskim.
- Macie do dyspozycji nowoczesny sprzęt?
- Oczywiście. Na przykład hełmy Górskiego z zamontowanymi kamerami m.in. na podczerwień. Podgląd w czasie rzeczywistym ma na powierzchni kierownik prac podwodnych. Posiadamy również specjalistyczne urządzenia do cięcia metalu, szkła, a nawet skał. Trudno wymienić cały sprzęt, z którego korzystamy.
- Odpornej psychiki ratownika nic jednak nie zastąpi?
- Dlatego do ratownictwa górniczego trafiają tylko najlepsi ochotnicy. Warunkiem jest ukończone 21 lat, co najmniej 12 miesięcy pracy jako górnik pod ziemią. Następnie należy przejść bardzo wymagające badania wydolności organizmu i badania psychologiczne w specjalistycznym ośrodku badań w Bytomiu. To prawdziwe sito, gdyż ratownicy będą działać w ekstremalnych warunkach. Kurs ratownika trwa jedenaście dni. W ciągu roku przechodzą sześć ćwiczeń specjalistycznych, w tym trzy w jednostce ratownictwa. Co pięć lat kurs jest powtarzany, głównie chodzi o poznawanie nowego sprzętu. Co rok ratownik musi przechodzić badania stanu zdrowia, nurkowie mają oczywiście dodatkowe testy.
- Jak wygląda system ratownictwa górniczego?
- Każda kopalnia posiada drużynę ratowniczą podzieloną na 5-osobowe zastępy ratownicze i zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami cyklicznie deleguje dwa zastępy na dwutygodniowe dyżury do Okręgowych Stacji Ratownictwa Górniczego, które cały czas są gotowe do działania w Jaworznie, Bytomiu, Wodzisławiu oraz Zabrzu.
Oprócz tego każdy przedsiębiorca górniczy podpisuje umowę z jednostką ratownictwa górniczego dotyczącą zabezpieczenia ratowniczego. Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego jest właśnie jedną z takich jednostek i dysponuje sześcioma pogotowiami specjalistycznymi (pogotowie pożarowe, górniczo-techniczne, wodne, pomiarowe, przewoźnych wyciągów ratowniczych, inertyzacyjne) oraz specjalistycznym sprzętem. W razie potrzeby służby te wzywane są do akcji ratowniczej.
- Dziękuję za rozmowę i życzę jak najmniej podobnych akcji.

Przeczytaj także: To był nieszczęśliwy wypadek


war   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 28 (1095) z dnia 15 Lipca 2011r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator