tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

PRYWATNY gabinet ginekologiczno-położniczy KAMILA ...
czytaj dalej »

REMONTY, KOMPLEKSOWE WYKOŃCZENIA WNĘTRZ, glazura, ...
czytaj dalej »
 
Relacje

 Z hukiem otarli się o historię

 
W sobotę, 16 stycznia w Skansenie Rzeki Pilicy odbyła się kolejna rekonstrukcja historyczna, tym razem pt. „Na pilickiej rubieży. Styczeń 1945”, nawiązująca do 65. rocznicy wyzwolenia Tomaszowa spod jarzma hitlerowskiego. Okazało się, że tak jak kiedyś Rosjanie przełamywali linię obrony na Pilicy, dzisiaj Skansen przełamuje kolejne bariery nauki historii. Widz staje niemal w środku zdarzeń. Głuchnie, dławi się dymem i chowa przed „odłamkami”.





Tego dnia było mroźno. Przed godziną 13.00 w Skansenie Rzeki Pilicy było już gwarno. Na parkingu nie było mowy o znalezieniu chociażby jednego wolnego miejsca. Mimo że przy bramie kusiły zapachy wojskowej grochówki i innych ciepłych dań wszyscy, niemal biegiem, kierowali się w stronę drugiej, „dzikiej” części placówki. Dzieci przepychały się jak najbliżej siatki. Trybuna była całkowicie zajęta. Niektórzy zajmowali miejsca na szczytach śnieżnych zasp. Widowisko zaczęło się jak zwykle niewinnie. Żołnierze niemieccy w oryginalnych mundurach i uzbrojeniu leniwie przechadzali się po misternie zbudowanych transzejach. Żartowali i uśmiechali się do siebie. Część z nich sprawdzało swoją broń. Nagle z ust Andrzeja Kobalczyka, dyrektora skansenu padły tradycyjne słowa: – Niech dzieje się historia. Takiej rekonstrukcji jeszcze nad Pilicą nie było. Nastał 18 stycznia 1945 roku.

Skansen
wyleciał w powietrze
Zza krzaków wybiegła grupa polskich partyzantów. Mieli podłożyć materiały wybuchowe pod niemiecką linię telefoniczną położoną niedaleko tartaku (odgrywał ją drewniany budynek ściągnięty z Ośrodka Hodowli Żubrów w Smardzewicach). Gdy skończyli, wycofali się. Nagle ciszę przerwał potężny wybuch, który uniósł słup ziemi na kilkanaście metrów. Widownia głośno jęknęła, dzieci zatkały uszy. Rozległy się strzały. Partyzanci spostrzegli, że budynek nie jest zbyt dobrze strzeżony. Przypuścili udany atak.
W każdym takim momencie narrator tłumaczył epizody, które przekazane zostały historykom przez naocznych świadków. Partyzanci do 1944 roku bacznie obserwowali niemiecką budowę umocnień po lewej stronie Pilicy. Często, by zwolnić pracę, likwidowali surowce wykorzystywane do powstania ponad 30 betonowych bunkrów położonych od Sulejowa w powiecie piotrkowskim po Rzeczycę w powiecie tomaszowskim. Atakowali magazyny, spichlerze i tartaki. Później praktycznie do samego momentu walk o Tomaszów próbowali rozpoznać miejsca umieszczenia min przeciwczołgowych lub zapór z drutu kolczastego i rowów przeciwpancernych.
Po tej części na teren skansenu od strony Białobrzeg, tak jak w styczniu 1945 roku, nadciągnęły wojska niemieckie. Zgodnie z prawdą historyczną, żołnierze byli wyczerpani i wystraszeni. Ich mundury były sprane, podarte z widocznymi śladami odniesionych ran. Unikatem w skali całego kraju był ciągnięty przez dwóch mężczyzn drewniany tobogan. Wyglądem przypomina malutką łódeczkę, a służył do transportowania po śniegu rannych. Oddziały zwiadowców wyposażonych w narty potrafiły nawet porywać wrogich żołnierzy, wiązać ich i przewozić przez linie frontu właśnie na identycznych toboganach. W styczniu wycofujący się przez Pilicę Niemcy porzucili na brzegach dużą ilość tych niespotykanych środków transportu. Do czasów dzisiejszych zachowało się ich jednak niewiele.
Tymczasem w skansenie wojska hitlerowskie nadal się wycofywały, nie wszystkim się udało. I trzeba było stawić beznadziejny opór.
Armia hitlerowska zajęła miejsca w okopach. Obsługa zdobycznego działa przeciwpancernego ustawiła broń w choinkach. Żołnierze okopali się w śniegu. Na drodze pojawiła się radziecka ciężarówka Gaz. Silnik samochodu dławił się, zamarzało paliwo. W końcu samochód stanął. Łatwy cel został zaatakowany przez Niemców ukrytych między gęstymi drzewami. Walka odbywała się kilka metrów od widzów. Rekonstruktorzy niemal się o nich ocierali. Ciężarówka zaczęła się palić. Publiczność znalazła się w środku gęstego, czarnego dymu. Ciągle padały strzały z broni automatycznej. Gdy poprawiała się widoczność, rozległy się wybuchy. Wyrzucona w powietrze ziemia i śnieg spadała ludziom na głowy. Nikt nie narzekał. Dzieci jeszcze szerzej otworzyły oczy. A to był dopiero początek. Na pole wbiegł radziecki oddział rozpoznawczy. Należeli do niego tylko najlepsi. Szybko sprowokowali Niemców do otworzenia ognia. Zapamiętali, gdzie ulokowane są gniazda karabinów maszynowych. Wycofali się. W międzyczasie na „scenę” wjechały niemieckie transportery opancerzone Rossi i Lufcik. Oba wyciągnięte po wojnie z dna Pilicy. Również uciekały. Po nich nadeszły kolejne wojska Armii Czerwonej. Wywiązała się prawdziwa bitwa. Organizatorzy zaskoczyli jednak wszystkich. Rosjanie za pomocą radia zaczęli podawać swoim artylerzystom pozycje wroga, a przede wszystkim Lufcika. W głośnikach rozległa się rozmowa (być może autentyczna) w języku rosyjskim. Po chwili ludzie zamarli. Takich wybuchów jeszcze w skansenie nie widziano. Wyglądały naprawdę imponująco. Po tym, choć mróz dawał się już mocno we znaki, nikt nie myślał o opuszczeniu takiego widowiska. Wciąż trwała walka. Padli polegli. Rannych koledzy wynosili na tyły działań. Do akcji weszła Rossi, jednak jej kierowca od razu zauważył, że pojawił się poważny problem. Na tyłach Rosjan pojawił się bowiem osławiony i legendarny T-34 (znany m.in. z serialu „Czterej pancerni i pies”). Stalowy potwór wyrzucał spod gąsienic zbryloną ziemię. Widać było drzemiącą w nim ogromną potęgę. Jednym strzałem wyeliminował o wiele mniejszy transporter. Piechota dopełniła dzieła. Ostatecznie 18 stycznia Tomaszów został wyzwolony. Widownia biła brawo.

Druga część... historyczna
Na tym nie zakończyła się rekonstrukcja. W kolejnej części przedstawiono epizod z 28 stycznia, kiedy do miasta przybyła 14. Samodzielna Brygada Artylerii Przeciwpancernej. Narrator przypomniał publiczności, że w jej skład wchodziły trzy pułki artylerii, park artylerii, bateria dowodzenia i kwatermistrzostwo. W sumie 1.596 etatowych żołnierzy. Jej najgroźniejszą bronią były 24 armaty dywizyjne kal. 76 mm oraz 48 armat przeciwpancernych kal. 57
Po przybyciu do Tomaszowa sztab rozlokował się w centrum, wchodzące w skład brygady pułki zajęły koszary w zachodniej części miasta i na jego północno-zachodnim skraju. Po kilku dniach część żołnierzy przeniesiono do budynków fabrycznych i mieszkalnych przy ul. Fabrycznej i Krzyżowej. Wybudowano też dla nich dodatkowy barak w koszarach. Już od 7 lutego pułki brygady rozpoczęły normalne szkolenie połączone z uzupełnianiem etatów. Do brygady zwerbowano ok. 100 tomaszowian i mieszkańców okolicznych miejscowości (najwięcej z Inowłodza). Zorganizowano też od podstaw orkiestrę brygady, w skład której weszli orkiestranci wojskowi, głównie podoficerowie z przedwojennej orkiestry garnizonowej.
Pod koniec lutego brygadę przeniesiono dalej na zachód w rejon działań wojennych. Jej żołnierze wzięli udział w wielu bitwach, w tym również w najgłośniejszej pod Budziszynem.
10 maja 1945 roku 58. pułk wchodzący w skład 14. SBAP-pan przekroczył granicę Czechosłowacji. W miejscowości Litomierzyce zakończył się szlak bojowy brygady.

Walka o każdy szczegół
Andrzej Kobalczyk na początku spektaklu zapowiedział, że nie jest on formą gloryfikacji wojny, gdyż jest ona straszna i okrutna. - I takie imprezy mają to przekazać - mówił dyrektor. - Oczywiście ważnym elementem jest ukazanie historii, a dokładniej wycinka wpisanego mocno w dany region.
W skansenie nauczyliśmy się już niejednego. Wiedza podręcznikowa i przekazywana przez starszych mieszkańców jest w dniach rekonstrukcji niemal namacalna. W sobotę mieliśmy walkę na pilickiej rubieży, wcześniej jednak dowiedzieliśmy się jak było m.in. z forsowaniem rzeki, bohaterskim czynem polskiego żołnierza w 1939 roku, który postanowił nie poddać się na Niebieskich Źródłach. Czego doświadczali ich koledzy podczas I wojny światowej, żyjąc kilka miesięcy w okopach koło Inowłodza.
Miłośników takich lekcji wciąż przybywa. Rekonstrukcje bardzo uważnie oglądają również znawcy techniki wojskowej. Dzisiaj można na specjalistycznych forach internetowych przeczytać ich pochlebne opinie o widowisku w tomaszowskim skansenie. Nic dziwnego, aktorzy mieli na sobie mundury i wyposażenie odpowiadające bardzo szczegółowo temu okresowi. Nie prali ich, nie cerowali, tak aby jak najbardziej zbliżone były do prawdy pola walki. Nie brakowało również broni strzelającej. Na początku działalności skansen pokazał widowni tylko kilka sztuk sprawnej broni. Dzisiaj to już prawdziwy arsenał.
Publiczność może podziwiać ponadto oryginalne, unikatowe pojazdy z tamtego okresu. - To rzecz niesłychana, że w pokazie biorą udział transportery, które w styczniu 1945, szczególnie Rossi, musiały przejeżdżać przez teren skansenu albo bardzo blisko niego - mówi Mariusz Węgrzyniak spod Warszawy, który w sobotę w Tomaszowie był pierwszy raz, ale doskonale zna „krwawą” historię rzeki Pilicy.
Po rekonstrukcji teren widowiska otworzono. Dzieci rzuciły się w poszukiwaniu karabinowych łusek. Starsi powoli oglądali pojazdy. Jakże byli zdziwieni, gdy dowiedzieli się, że mogą do nich wsiąść lub nawet przejechać się kawałek.
W sumie w rekonstrukcji wzięło udział siedem grup, w tym dwie z zagranicy. Polskie: SRH Marienburg, PSRH X DOK Przemyśl, GRH Kalina Krasnaja, GRH FJR 1, GRH AA7, członkowie Klubu Kolekcjonerów Policyjnych i czeskie: KPV Armus, KVH Vychodni.
Scenariuszem i reżyserią zajął się Sławomir Cisowski z KKP w Warszawie.


war   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 3 (1017) z dnia 22 Stycznia 2010r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator