tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

UWAGA. DO TEJ KATEGORII OGŁOSZENIA BĘDĄ ...
czytaj dalej »

FHU REMONT - PROFI* remontowo-wykończeniowe, ...
czytaj dalej »
 
Opinie

 Trzy lata później

 
Właśnie minęły trzy lata od momentu, w którym Rafał Zagozdon został wybrany na funkcję prezydenta miasta. Czy spełnił nadzieje ludzi, którzy na niego głosowali? Czy potrafił wykorzystać wielki mandat zaufania, jaki otrzymał? Czy miasto pod jego rządami zmieniło się i zmienia zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców? Trzy łatwe pytania, na które niełatwo odpowiedzieć.

Wybory samorządowe w roku 2006 były pełne emocji i oczekiwań. Kiedy zakończyła się pierwsza tura wyborów, z pobieżnych sondaży wynikało, że do drugiej przeszli Mirosław Kukliński i Andrzej Barański. Dopiero po dokładnym policzeniu głosów, okazało się, że o funkcję prezydenta ubiegać się będą jednak M. Kukliński i Rafał Zagozdon. Kolejne dni przyniosły niespotykane wcześniej zaangażowanie wielu osób, które spontanicznie włączały się w kampanię wyborczą. Na mieście m.in. pojawiły się prywatne samochody oblepione nalepkami wzywającymi do głosowania na Zagozdona. Odbyła się esemesowa akcja. Można sobie zadać pytanie, czy to zaangażowanie było spowodowane podziwem dla Zagozdona, czy raczej niechęcią do jego kontrkandydata. Na pewno jednak widać było mobilizację, która zaskutkowała dużą frekwencją i zdecydowanym (ponad pięć tysięcy głosów przewagi) zwycięstwem Rafała Zagozdona. Otrzymał wielki mandat zaufania, ale stanęło przed nim również wielkie wyzwanie. Ludzie głosujący na niego oczekiwali zmian, wizji rozwoju miasta, nowoczesnego zarządzania skomplikowanym organizmem, jakim jest Tomaszów.
Kilka dni po wyborach napisałem w TIT, że gratuluję mu wyboru, ale nie zazdroszczę. „Aby spełnić oczekiwania mieszkańców, będzie musiał naprawdę ciężko pracować. On i wszyscy jego współpracownicy. Życzę mu, aby dobrał sobie ludzi, którzy rozumieją, jakie zadania stoją przed samorządem. Którzy będą umieli odłożyć walkę tylko o własny sukces, na rzecz sukcesu miasta i jego rozwoju”.
W chwili wyboru Zagozdon miał wszystko co niezbędne do sprawowania władzy. W mieście poparcie większości radnych, w powiecie zaprzyjaźnioną, mocną koalicję. Ponieważ nie startował z list partyjnych (choć w drugiej turze poparły go PO, SLD i PSL), miał otwarte możliwości doboru współpracowników i zmian organizacyjnych w mieście. Czy mądrze z tego skorzystał?
W listopadzie 2006 r. powiedział, że najlepszą formą zatrudniania są konkursy. Należy wybrać odpowiednich ludzi, postawić im zadania i... zostawić samodzielność. Już dwa dni po formalnym przejęciu urzędu powołał na stanowisko wiceprezydenta Waldemara Wendrowskiego, zaskakując tą decyzją nawet ludzi blisko ze sobą związanych. Wendrowski został wybrany do Rady Miejskiej z listy Prawa i Sprawiedliwości i był utożsamiany z tą partią. W drugiej turze poparł Zagozdona, wbrew działaniom swojej partii, która optowała za Kuklińskim. Czy był to dobry wybór? Pewnie Zagozdon wie najlepiej. Ale takie postawienie sprawy spowodowało, że już nie miał pola do manewru. Na kolejne stanowiska musiał powoływać osoby wskazane przez popierające go ugrupowania. W ten sposób drugim wiceprezydentem został Grzegorz Haraśny, aktywny członek Platformy Obywatelskiej. I już bez konkursów, kolejni działacze partyjni zajmowali miejsca w spółkach i instytucjach podległych miastu lub powiatowi, bowiem przynajmniej w tym zakresie współpraca wydaje się ścisła.
Ale dobór współpracowników to sprawa prezydenta. Musi jednak pamiętać, że to on ponosi odpowiedzialność za wszelkie ich działania. Jeśli ma tego świadomość, to jego problem.
Jeszcze w czasie kampanii wyborczej Rafał Zagozdon dał się poznać jako „swój chłop”. Ma taką, skądinąd pozytywną, cechę. Ale dało się zauważyć, że wielu urzędników w krótkim czasie stwierdziło, że skoro prezydent jest „fajny”, to... można działać jak dawniej. Czyli nie robić nic lub robić niewiele.
Tu ujawnia się kolejna istotna cecha Zagozdona. Widać, że nie lubi wchodzić w konflikty. Cecha pozytywna w przypadku zwykłego człowieka, która jednak mocno komplikuje zarządzanie prezydentowi miasta.
Być może dlatego zaprzepaszczona została szansa gruntownej przebudowy Urzędu Miasta. Stanisław Kracik, kiedyś burmistrz Niepołomic, a obecnie wojewoda małopolski, opowiadał, że kiedy w 1990 roku został burmistrzem Niepołomic, rozpoczął od zwolnienia wszystkich pracowników, aby po kolei zatrudnić ich na nowo. Chciał, aby oni od niego uczyli się zachowań i podejścia do pracy. Nie chciał słyszeć, że „tak się nigdy nie robiło” lub „tego się zrobić nie da”. I osiągnął cel, a zarządzane przez niego Niepołomice całkowiecie zmieniły swoje oblicze.
I znów warto wrócić do wypowiedzi z kampanii wyborczej. W jednym z wywiadów R. Zagozdon powiedział. W mieście jest tyle zaniedbań, że o znaczącej poprawie będzie można mówić dopiero po jakimś czasie. Nie jesteśmy w stanie skutecznie sięgać po środki pomocowe, bowiem nie ma w mieście podstawowych dokumentów rozwojowych. Trzeba je natychmiast stworzyć. (...) Trzeba przeznaczyć pieniądze na opłacenie prawdziwych fachowców, którzy potrafią przygotować odpowiednie strategie i programy.
Po roku działania powstał co prawda najważniejszy z takich dokumentów, czyli strategia rozwoju miasta, ale czy można na nim oprzeć wizję przyszłości? Jakie działania prezydenta lub Rady odnoszą się do tego dokumentu, który określał Tomaszów miastem wody? Czy widać jakieś projekty z niego wynikające? Są i inne dokumenty. Czy jednak z ich uchwalenia coś wynika? Kto i kiedy się na nie powołuje? Czy wiadomo, kiedy w Tomaszowie wszystkie ulice będą skanalizowane lub kiedy zostanie położony asfalt na ostatniej piaszczystej ulicy?
Oczywiście nie można powiedzieć, że nic się nie dzieje. Na czwarty, ostatni rok bieżącej kadencji zaplanowano zakończenie kilku dużych przedsięwzięć. Złośliwi pewnie powiedzą, że będzie to kiełbasa wyborcza i mocne argumenty do reelekcji. Ale ja daleki jestem od złośliwości. Podobnie, jak pewnie większość mieszkańców, cieszę się wizją basenu czy rozpoczęciem rewitalizacji centrum miasta. Co prawda są to projekty, o których dyskutowano już wcześniej, jeszcze w poprzedniej kadencji, ale ważne, że wreszcie doczekają się zrealizowania. Oby tylko zostały wykonane w sposób, który zadowoli władze i mieszkańców. Czy jednak basen i przebudowa centrum zmienią oblicze miasta. Przecież to wielki teren, kilkadziesiąt tysięcy ludzi ze swoimi problemami, obawami i oczekiwaniami.
Można by cierpliwie przeanalizować plany przedwyborcze Rafała Zagozdona i porównać je z działaniami podejmowanymi przez niego i jego zastępców. Z projektami przedstawianymi radnym do dyskusji. Czy widać w nich proponowane zamierzenia i rozwiązania, choćby w dziedzinie edukacji, bezpieczeństwa, zaangażowania społecznego?
Wynikiem naszych działań będzie zaangażowanie przynajmniej 20% społeczeństwa w różne działania społeczne. (z materiałów wyborczych)
Wynikiem naszych działań będzie zaangażowanie przynajmniej 30% społeczności w masowe działania sportowe. (z materiałów wyborczych)
W ciągu ostatnich dni rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy z różnych powodów zaangażowali się w kampanię wyborczą Rafała Zagozdona. Wielu nie chce teraz o tym pamiętać i mówić. Inni kręcą głowami, są nawet tacy, którzy są tym zażenowani. Większość, zdecydowana większość, czuje się zawiedziona. Uważa, że przez trzy lata kadencji Rafał Zagozdon nie spełnił ich oczekiwań i nadziei.
Jak więc mogą wyglądać przyszłoroczne wybory? Czy Zagozdon potrafi jeszcze raz przekonać do siebie ludzi, którzy będą chcieli go poprzeć i wyborców, którzy będą chcieli głosować? Czasu nie zostało wiele. Sporo energii zajmie pewnie wyjaśnianie działań, które bedą przedmiotem badań prokuratury (patrz sprawa terenów pod „Wenecję”). Czy starczy czasu i energii na pokazanie autentycznej, nie opartej na wodzie, strategii rozwoju miasta i rozwiązywania jego problemów? Czy w ogóle osoby, które obecnie sprawują władzę są zdolne do przygotowania takiej wizji?
Jeszcze mają czas, aby to udowodnić. Jeśli tego nie zrobią, zamiast haseł do esemesów wyborczych, mogą się raczej spodziewać „wierszy wypędzających”. Albo sami mogą zacząć je układać...
Idźcie chłopcy do domu,
posiedźcie przy wigilijnym stole.
Pomyślcie, co chcecie zrobić,
żeby nie wyszły babole.


Jacek Mrozowicz   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 51 (1014) z dnia 24 Grudnia 2009r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator