tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
REMONTY, KOMPLEKSOWE WYKOŃCZENIA WNĘTRZ, glazura, ...
czytaj dalej »

REUMATOLOG specjalista internista ANNA GŁOWA - ...
czytaj dalej »

UWAGA. DO TEJ KATEGORII OGŁOSZENIA BĘDĄ ...
czytaj dalej »
 
Kultura

 Niezobowiązująca rozmowa o tym

 
Artur Andrus - dziennikarz, satyryk, artysta kabaretowy i konferansjer. Pisze i śpiewa. Ma za sobą również próby aktorskie. Założyciel kilku znaczących instytucji, takich jak ZUS (Zakład Usług Satyrycznych) czy SPIPiDIDAT (Studium Przerabiania Istniejących Piosenek i Dostosowywania Ich Do Aktualnych Trendów). Od kilku lat jest również gościem w popularnym „Szkle kontaktowym”. Gospodarz spotkań w warszawskiej „Piwnicy pod Harendą” oraz, razem z Andrzejem Poniedzielskim, w Łódzkiej Piwnicy Artystycznej „Przechowalnia”.



Agencja ART-RENION


Niezobowiązująca rozmowa o tym,
że nie warto formalizować, ale warto się dziwić oraz o tym, że „la, la, la, la”
może być najważniejszą częścią tekstu
- Wśród przeróżnych rzeczy, które pan wymyślił jest towarzystwo, które chyba powinno zostać zarejestrowane. Z różnych zresztą powodów. Mogłoby na przykład, jako organizacja pożytku publicznego, korzystać z odpisów podatkowych. Mówię oczywiście o Towarzystwie Przyjaciół Człowieka.
- Dopóki nikt nie zabiera się za formalizowanie tego towarzystwa, to ono działa tak jak powinno. Jeśli ktoś nada temu jakąś osobowość prawną, wymyśli statut, to może być koniec TPC. Ale miło mi, że przypomniał pan właśnie ten tekst, który jest jednym z moich ulubionych. On, jakiś czas temu, do mnie wrócił w dość nietypowych okolicznościach. Całkiem przypadkiem spotkałem jednego z wybitnych polskich aktorów i on opowiedział mi, że kiedy chciano go zapisać do jakiegoś stowarzyszenia czy organizacji artystów, to odpowiedział, że należy tylko do „Towarzystwa Przyjaciół Człowieka na ulicy Otwartej Dłoni”. Zrobił mi tym bardzo dużą przyjemność. Ale nic formalizować nie będziemy.
- Nie ma pan wrażenia, że jeśli w tym kraju powstaje coś sensownego, to natychmiast po sformalizowaniu staje się karykaturą. Gdyby na przykład sformalizować wykształciuchów, to natychmiast przestaliby być wykształciuchami?
- Pewnie tak. Jak ktoś się zabiera za formalizowanie, rozdzielanie funkcji, to zaraz zaczynają pojawiać się niedobre emocje. Dlatego trzeba takich sytuacji unikać. Kiedyś wymyśliłem takie hasło „Kabaretowa Scena Trójki”. Jest to przyklejone do radiowej Trójki, ale nigdy nie nadaliśmy temu jakichś formalnych właściwości. Działa to w ten sposób, że gdzieś w Polsce ludzie skrzykują się, znajdują salę, zapraszają artystów kabaretowych i informują nas o tym, abyśmy mogli powiedzieć, że tam się „trójkowicze” zbierają pooglądać kabarety. I jakoś to działa, jedne padają, drugie powstają, ale żadnego formalnego zapisu tutaj nie ma.
- Wracając do wątku Towarzystwa Przyjaciół Człowieka. Czy nadeszły takie czasy, że normalni ludzie powinni się zacząć jakoś chronić?
- Myślę, że człowiek wrażliwy sam sobie znajduje takie mechanizmy obronne. To jest takie banalne miejsce jak dom. Takie banalne instytucje jak przyjaciele albo jak pies. I to niekoniecznie jakiejś obronnej rasy, ale taki, z którym w czasie kompletnego zwątpienia w ludzi można normalnie pogadać...
- Jak z człowiekiem?
- Jak z człowiekiem. Myślę, że pewien typ wrażliwości ludzkiej sam się obroni, żeby nie wiem kto i jak się na niego zamachnął i próbował na niego wpłynąć.
- Prowadząc w „trójce” „Powtórkę z rozrywki” prezentuje pan teksty satyryczne sprzed wielu lat. Nie odnosi pan wrażenia, że wiele z nich brzmi tak, jakby zostały wczoraj napisane?
- Wiele jest takich. Oczywiście nie mówię o genialnych tekstach, w których było dużo poezji i czas ich powstania nie ma znaczenia. Ale, co zabawniejsze, okazuje się, że teksty satyryczne, pisane w konkretnej sytuacji politycznej, znów nabierają aktualności. Przykład pierwszy z brzegu. Jerzy Dobrowolski napisał kiedyś monolog „Trynd”, który opowiadał o tym, jak mówią przedstawiciele władzy. Że oni „mówio”, „chco”, „kształtujo” i ja w audycji przypomniałem ten monolog. I dosłownie 10 minut później przedstawiono konferencję prasową jednego z ministrów, który dokładnie w taki sam sposób mówił. Pewne rzeczy są więc nieprzemijające albo na chwilę gdzieś znikają, ale wrócą później.
- Pisze pan wiele tekstów, również wiersze. Dla mnie są one bardziej publicystyką niż poezją.
- Bo jestem dziennikarzem z zawodu, więc trudno mi się z tego wyzwolić. Powiem więcej. Ja tak naprawdę nie mam umiejętności kreowania jakichś zjawisk. Ja je jedynie obserwuję, a potem próbuję zapisać lub opisać.
- Ale obserwując i opisując, wywołuje pan kolejne.
- Być może.
- Pański tekst „Beczka piwa” stał się prawie hymnem...
...hymnem pijaków? Tak pan chciał powiedzieć?
- Nie hymnem pijaków, ale stał się prawie ikoną pewnych spotkań. Wystarczy również posłuchać jak reaguje publiczność na ten tekst.
- To prawda. Ale nie wiem, czy nie większa jest w tym zasługa Olka Grotowskiego, który skomponował ten utwór, on go praktycznie wymyślił. Ja napisałem tekst do gotowej muzyki. Właściwie najważniejszą część tego tekstu, czyli „la, la, la” wymyślił Olek Grotowski.
- Pan często kpi ze swojego śpiewania. A ja słyszałem pana śpiewającego z Chórem Aleksandrowa...
- Tylko dzięki Bogu Chór Aleksandrowa tego nie słyszał. Widzi pan, spotkałem na swojej drodze ludzi genialnie śpiewających, i wiem, co to jest śpiew, to znaczy słyszałem parę razy. Ale przyznaję, że lubię śpiewać. Mam jednak do tego spory dystans. I jak na razie, dopóki wstydu nie ma, to pewnie będę śpiewał.
- Andrzej Poniedzielski, zapowiadając kiedyś pana występ, zauważył, że Artur Andrus „nie wiąże ze śpiewaniem swojej przyszłości, co będzie widać”.
- I to jest prawda. Mam dosyć korespondencyjny sposób trzymania się melodii i tak pewnie będzie dalej. I nie wpadam w zachwyt nad sobą. Jak zacznę za dobrze śpiewać, to pewnie przestanę.
- Stał się pan osobą publiczną nie tylko poprzez swoje występy estradowe czy pracę w radiu, ale także poprzez pana obecność w telewizji, a ściślej mówiąc w „Szkle kontaktowym”. Obserwując ten program, cały czas mam wrażenie, że pan się dziwi temu, co komentuje. Przypomina mi się to, co pan napisał dla Andrzeja Poniedzielskiego, obszernie cytując Jonasza Koftę, że „kiedy się dziwić przestanę, będzie po mnie”.
- To prawda. Ja ciągle jestem zdziwiony wieloma rzeczami i mam nadzieję, że się ciągle im będę dziwił. Takie podejście do życia, że się już wszystko widziało i wszystko wie, to jest znak, że trzeba się zbierać z tego świata, a ja, prawdę mówiąc, jeszcze chciałbym pożyć. A rzeczywiście Grzegorz Miecugow w książce o „Szkle kontaktowym”, gdzieś pisząc o mnie, zaznaczył, że fascynuje go wyraz zdziwienia dziecka w moich oczach. Ja tego w sobie nie zauważam, ale może to prawda. Bez zdziwienia byłoby nudno.
- Często można usłyszeć opinię, że rzeczywistość coraz bardziej zbliża się do kabaretu. Że przestrzeń między nimi jest coraz mniejsza. Czy podziela pan ten pogląd?
- Nie. Zawsze było tak, że są to byty towarzyszące sobie. Czasem kabaretowi jest łatwiej towarzyszyć rzeczywistości, wtedy, kiedy nikt nie kładzie na nim łapy, jakiś cenzor czy wódz polityczny. Czasem jest trudniej i wtedy kabaret musi sobie znajdować drogę do publiczności. Niekiedy rzeczywiście słyszy się taką formułkę, że życie przerosło kabaret, ale ja nie mam takiego wrażenia. Natomiast ktoś mądrzejszy ode mnie napisał, że życie kabaretem jest. To są dwie współistniejące rzeczywistości i będą współistniały zawsze.
- Publiczność chętnie przychodzi do kabaretu i nie zawsze chce wyjść. W „wypraszaniu” pomocne są wtedy wiersze rozpędzające Artura Andrusa. Możemy jakoś rozpędzić naszą rozmowę?
- Jeszcze nigdy nie rozpędzałem czytelników gazety, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz:
Idą, idą chłopcy mali,
Z krzaków, z chaszczy, z różnych kłączy...
Państwo się już naczytali?
Bo wywiad się skończył.

Rozmawiał Jacek Mrozowicz

***
Na ulicy otwartej dłoni - fragment
Zostanie po nas więcej, niźli na razie jest. Jeśli wytrzyma serce, wykona ludzki gest, wykona ludzki gest.
Jeżeli czułym dreszczem szarpnie i zakołysze i dzięki temu ktoś jeszcze na wizytówce napisze.
Towarzystwo Przyjaciół Człowieka na ulicy Otwartej Dłoni, czynne od teraz do zawsze, wystarczy zadzwonić.
***
Beczka piwa - fragment
Pewnego przedpołudnia, gdy dostojnie wszedł do restauracji „Dryf”.
Zamówił beczkę piwa, piwo i osiem piw.
Usiadł, zmarszczył krzaczastą brew. W tętnicach mu zaszlochała krew.
A duszą targnął płaczliwie tęskno
rzewny śpiew.
A.Andrus
La, la, la, la, itd.
Olek Grotowski


Artykuł ukazał się w wydaniu nr 51 (1014) z dnia 24 Grudnia 2009r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator