tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
UROLOG SPECJALISTA DR N. MED. K. DĄBROWSKI. USG. ...
czytaj dalej »

UWAGA. DO TEJ KATEGORII OGŁOSZENIA BĘDĄ ...
czytaj dalej »

TRANSPORT - 1,5 t i 6,5 t, winda, przeprowadzki, ...
czytaj dalej »
 
Aktualności

 Niczego nie obiecywałam

 





Krystyna Koselak, jedyna w gronie sześciu pań, która mandat radnej sprawuje drugą kadencję. Członkini SLD. W obecnej Radzie Miejskiej pracuje w Komisji Spraw Społecznych i Rodziny oraz Komisji Oświaty, Kultury, Sportu i Rekreacji.

- Jest pani jedyną kobietą, która pracuje w Radzie Miejskiej drugą kadencję. Poprzednio w opozycji teraz w koalicji przychylnej prezydentowi miasta. Jakie wynikają z tego faktu różnice?
- Różnic było wiele. Dziś u schyłku pracy tej kadencji mogę powiedzieć, że w opozycji w pewnym sensie łatwiej się pracuje. Choć trzeba zaznaczyć, że za poprzedniego prezydenta nie było łatwo być radnym. Panowała olbrzymia nieufność. Teraz było inaczej, ale z tej zgodności, wyważenia nie zawsze cokolwiek wynikało. Zarówno poprzednio, jak i teraz mogę powiedzieć, że starałam się być lojalna wobec mojego klubu, koalicjanta. Niestety, przynależność do koalicji sprawia, że pewnych tematów nie wypada wręcz poruszać. Uważam, że w takim ciele, jak rada miejska czy gminna w ogóle nie powinno być podziałów na koalicję, opozycję, dyscypliny partyjnej, klubowej. Powinna być rzetelna praca nad takim czy innym problemem. I, żeby skończyć ten wątek, dodam, że im dłużej jestem radną, tym z większym trudem przychodzi mi siedzenie cicho.

- Czy zdarza się pani głosować wbrew sobie?
- Tak, niestety się zdarzało. Choć ostatnio, podczas zebrań klubowych zaznaczam, że zagłosuję inaczej jak większość, i tak czynię.

- I jaka jest na to reakcja?
- Nie ma żadnej. Nie jestem dyscyplinowana.

- Zatem czasem głosuje pani, jak PiS. Takie pewnie padają zarzuty.
- Mniej więcej, ale ja nie głosuję, jak PiS, tylko jak Koselakowa.

- Czy można więc uznać, że w poprzedniej kadencji lepiej się pani pracowało?
- Lubię pracować, więc teraz czy poprzednio pracowałam z równą ochotą. To co mam robić, to robię. Poprzednio był jednak znacznie utrudniony dostęp do prezydenta. Jakiś problem się pojawiał, a tu trzeba było dzwonić, zapisywać się na audiencję, czekać. Teraz nie ma z tym problemów. Prezydent jest do dyspozycji radnych. Zaznaczę, że nie nadużywam tych wizyt.

- Zrealizowała pani swoje obietnice z kampanii wyborczej?
- Obietnice? Nigdy, niczego nie obiecywałam w kampaniach wyborczych. Jak jest problem, jak przychodzą do mnie ludzie to staram się działać, interweniować, pomagać. Lubię, jak ludzie zwracają się do mnie o pomoc. Powiem nawet, że to mnie nakręca do działania.

- Ludzie zgłaszają konkretne sprawy?
- Oczywiście. Było tego przez dwie kadencje mnóstwo.

- Jakiś konkretny przykład…
- Ulica Kolejowa. Jestem głęboko przekonana, że bez moich interwencji ta sprawa ciągnąca się kilkanaście lat wciąż byłaby nierozwiązana. Ulica Kolejowa ma odnogę, która nigdzie nie figuruje. Ludzie tam mieszkający, mieszkają praktycznie „nigdzie”. W związku z tym nie mają nawet prawa ubiegać się o pozwolenia na budowę. Wynika z tego mnóstwo innych kłopotów. Już wiadomo, że to się zmieni, że ten odcinek będzie miał wreszcie status ulicy miejskiej.

- Po co pani sprowadzała do swojej dzielnicy prezydentów? Prezydenci nie lubią bezpośrednich kontaktów z tłumem ludzi. Rzadko kto radzi sobie w takich sytuacjach. Zwłaszcza na początku kadencji.
- Uważałam to za swój obowiązek. Obowiązek radnej. W poprzedniej kadencji moi klubowi koledzy mieli mi nawet za złe, że organizuję spotkanie z opozycyjnym prezydentem. Ale on był przecież wybrany przez większość. Chciałam, żeby prezydenci zapoznali się z problemami mojej dzielnicy, żeby wiedzieli, co ludzi najbardziej uwiera, czego oczekują. Dla mnie to oczywiste.

- Jak popatrzeć na relację z obrad sesji, to widać, że pani się bardzo spala, choć zazwyczaj milczy. To milczenie chyba dużo panią kosztuje…
- Nie lubię oka kamery. Nie lubię zabierać głosu w czasie trwania obrad sesji. Denerwują mnie wystąpienia, głównie kolegów radnych, którzy podczas zebrań komisji nie mają nic do powiedzenia, a potem wygłaszają orędzia na szerokim forum. Lub mówią dokładnie to samo, co głosili podczas posiedzeń komisji. To są zwykłe popisy. Moim polem działania jest praca w komisjach.

- Zatrzymajmy się zatem przy pracy komisji. Jak to się dzieje, że wieloma ważnym sprawami radni w ogóle się nie zajmują.
- Też mnie to denerwuje.

- Z mojego punktu widzenia z prac w komisjach z reguły nic nie wynika.
- To jest tak, że dyskutujemy nad jakimś problem, wypracowujemy wnioski. Są one przekazywane prezydentowi, otrzymujemy odpowiedź i… Na tym sprawa się kończy. Nie idą za tym żadne działania.
Osobiście zgłaszałam jednak postulaty, które w końcu trafiały do realizacji. Pochwalę się, że obecna szeroko realizowana akcja organizowania wypoczynku dla dzieci w mieście podczas wakacji i ferii, to w dużej mierze moja zasługa. Ode mnie się to w każdym razie zaczęło. Również nagradzanie najzdolniejszej młodzieży szkolnej to też dawny mój postulat.

- Jest pani bez wątpienia typem społecznika. Proszę mi wytłumaczyć czemu ze strony radnych i społeczeństwa nie ma inicjatyw uchwałodawczych?
- Problem jest złożony. Radni nie wnoszą inicjatyw, bo istnieje niepisana umowa, że od tego jest prezydent i władza wykonawcza. Inicjatywy radnych podważałyby sens działania władzy. Co do zwykłych obywateli. Ludzie nie angażują się, bo są do tego nie przyzwyczajeni. Nie wiedzą, nie czują, że mogą mieć bezpośredni wpływ na konkretne decyzje. Z jednej strony władzy tak jest wygodnie. Z drugiej, szwankuje komunikacja na linii władza - ludzie. Te bolączki nie dotyczą tylko naszego miasta.

- Mówi pani głośno, chyba jako jedyna, że nie będzie już ubiegała się o mandat radnej miejskiej.
- Przeczytałam kiedyś, że radny jest jak produkt spożywczy. Ma określony termin ważności. Nie zamierzam już startować w wyborach. Dwie kadencje to dość. Poza tym pracę w radzie przepłaciłam zdrowiem. Za bardzo emocjonalnie do niej podchodzę.

- Jest pani bardzo zaangażowaną radną. Skutki, są jak widać różne, ale czy ludzie doceniają ten wysiłek?
- I tak, i nie. W pierwszej kadencji głosowało na mnie ok. 217 osób. W drugiej już ponad 260, a więc mogę mówić, że doceniono moją pracę. Z drugiej jednak strony w Białobrzegach, czyli „mojej” dzielnicy odnotowałam spadek poparcia. Przełożyło się to na ok. 50 głosów mniej.

- Zawiść?
- Myślę, że w dużym stopniu niestety tak. To takie bardzo polskie.

- Obecna kadencja pokazała, że młodzi którzy zasiedli w ławach radnych wcale się nie angażują w to czym powinni się, zajmować. Starsi, jak pani, będą odchodzić. Kto powinien pani zdaniem ubiegać się o mandat radnego?
- Liczę jednak na młodych. Poza tym trzeba mieć gen społecznikowski. Żeby ludzie, którzy zamierzają być radnymi, nie przychodzili „po coś”. Powinni startować ci, którzy nie chcą nic dla siebie i swojej rodziny pozałatwiać. Powinni przygotowywać się na posiedzenia. Nie spóźniać się i nie wychodzić przed końcem obrad. Zatem zaangażowanie, odpowiedzialność, uczciwość i autodyscyplina.

- Nie będzie pani brakowało pracy w Radzie?
- Mimo wszystko będzie, ale mam jeszcze Klub Kwadransowych Grubasów. Ludzi z nadwagą nie brakuje. Może rozwinę działalność.

- Życzę powodzenia. I zdrowia.


Agnieszka Łuczak   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 32 (1047) z dnia 13 Sierpnia 2010r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator