tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

SKUP AUT, kupię każde auto uszkodzone, rozbite ...
czytaj dalej »

PRYWATNY gabinet ginekologiczno-położniczy lek. ...
czytaj dalej »
 
Aktualności

 Miasto progów

 
Żądają ich ci, którzy chodzą na piechotę i chcą osiedlowe uliczki traktować jak deptaki lub place zabaw. Wściekają się na nie kierujący taksówkami, karetkami pogotowia i wozami strażackimi oraz tysiące zwykłych kierowców.

Progi zwalniające, czyli tzw. leżący (lub śpiący) policjanci, są zdaniem wielu tomaszowian jednym (jeśli nie jedynym) z najlepszych sposobów na zbyt szybkich kierowców i dlatego zasypują zarządców dróg wnioskami o ich instalowanie. Popierają ich w tym radni i „śpiochów” w mieście przybywa. Na drogach miejskich doliczyłem się ich aż 29, na powiatowych dwa. Na osiedlowych odechciało się liczenia, ale jak podał nam Jan Nowakowski, prezes SM „Przodownik”, na ulicach należących do spółdzielni ułożono 18 spowalniaczy.
Progi pierwotnie miały zapewniać bezpieczeństwo na osiedlowych uliczkach. Zdaniem prezesa Nowakowskiego, na terenach spółdzielczych nie ma co liczyć na interwencje służb mundurowych i nie ma innych sposobów na wymuszenie przestrzegania obowiązujących prędkości.
Ale już dość dawno progi wyszły poza osiedla. Dziś montowane są nawet na ważnych ulicach. W Tomaszowie wymyślono, że trzeba spowolnić ruch na tak ważnych drogach przelotowych lub objazdowych jak PCK, Wierzbowa, Wodna, Kwiatowa, Słowackiego czy Fabryczna.

Męczenie amortyzatorów
Jak zwykle zdania na ten temat są podzielone. Są opinie, że w rzeczywistości zwiększanie bezpieczeństwa przez progi jest tylko złudzeniem dla zwolenników ich zakładania, że jedynym prawdziwym skutkiem progów jest szybkie niszczenie zawieszeń samochodów.
Dzięki progom zwalniającym gwałtownie przybywa na naszych drogach samochodów z niesprawnymi lub znacznie zużytymi amortyzatorami. Właściciele takich aut z reguły nie wiedzą o wadzie zawieszenia. Przekonują się o niej dopiero wtedy, gdy pojazd nagle traci przyczepność na skoleinowanej lub pofałdowanej poprzecznie jezdni. Podczas gwałtownego hamowania samochód ze zużytymi amortyzatorami podskakuje na nierównościach.
Zużycie amortyzatorów wykrywane jest najczęściej w czasie badań technicznych w stacji diagnostycznej. Jednak pierwsze badanie nowego auta wykonywane jest po trzech latach. Jeżeli samochód często jeździ po progach zwalniających, to już po kilku miesiącach amortyzatory są niebezpiecznie wypracowane.
Na życzenie mieszkańców
Progi zwalniające zakładają zarządcy miejskich dróg. Robią to na wniosek mieszkańców, składany przez rady osiedlowe lub grupy ludzi. Najczęściej są to emeryci, którzy albo kierowcami nie są, albo za kierownicę siadają od święta. Skutek jest taki, że na niektórych osiedlach progi stoją co kilkadziesiąt metrów i by dojechać do domu, trzeba pokonać trzy, a nawet pięć takich przeszkód.
Trudno zrozumieć, dlaczego dwa progi zamontowano na ulicy Polnej. Jeden leży tam od dawna w rejonie domu pomocy społecznej. Założono go, gdy na tym odcinku ulica była jednokierunkowa i ruch był w sumie znikomy. Podobno auta jeździły tam zbyt szybko.
Drugi próg w pobliżu ul. Jerozolimskiej zamontowano w ubiegłym roku. Jak lew walczył o tę przeszkodę radny Marian Kotalski. I dopiął swego. Przez wiele miesięcy w mieście śmiano się, że jedynym całym fragmentem Polnej jest ów próg. Podobno w tym przypadku chodzi o bezpieczeństwo dzieci, tak jakby w innych rejonach śródmieścia dzieci nie chodziły.

Za szybko na nowym asfalcie
Ludziom, a szczególnie pieszym trudno zrozumieć, że w terenie zabudowanym maksymalną prędkość ustawodawca określił na 50 km na godzinę (nocą 60 km/h), uznając ją za bezpieczną, i z taką szybkością auta najczęściej się przemieszczają.
Szczególnie dziwnym zjawiskiem jest układanie progów na ulicach z nowo zbudowaną nawierzchnią asfaltową lub brukową. Takie wnioski wpływają do urzędów masowo. I wcale nie chodzi o piratów drogowych (choć takich, oczywiście, nie brakuje). Rzecz w tym, że na piaszczystych ulicach z mnóstwem gór i dołów samochody jeździły często 10, a rzadziej 20-30 km/h, a gdy położono dywanik bitumiczny, to jeżdżą 40, 50 na nawet 60 km/h. I to już dla ludzi przywykłych do ślimaczego tempa aut jest zbyt szybko.
Na szczęście nie wszystkie wnioski mieszkańców są pozytywnie rozpatrywane. Na ul. Garbarskiej taki próg położono w części, na której od dawna był asfalt. Przed trzema laty zbudowano ulicę od skrzyżowania z Traugutta do Romanówka. Ruch tam jest niewielki, ale mieszkańcy zażądali już kolejnego progu.
Nie poprawiają bezpieczeństwa
Kierowcy dawno znaleźli sposoby na radzenie sobie z progami. Z reguły nie zajmują one całej jezdni. Jeżeli jedzie się przy krawężniku, to prawe koła przetaczają się obok progu. Lewa strona auta wprawdzie podskakuje, ale w ten sposób można pokonać próg z prędkością nawet 40 km/godz. Faktem jest, że uwaga kierowcy skupiona jest wtedy na progu, a nie na tym, co się dzieje na jezdni i chodnikach obok.

Progi opóźniają ratunek
- Często jest tak, że pędzę na ratunek przez miasto na sygnale i po minucie-dwóch jestem na osiedlu położonym między ulicami Graniczną i Langego, a następnie kolejną minutę-dwie wolniutko pokonujemy ostatnie kilkaset metrów, przebijając się przez progi zwalniające - mówi kierowca karetki reanimacyjnej. - Lekarz decyduje, że pacjenta trzeba jak najszybciej przewieźć do szpitala, ale ostrożnie, bo każdy większy wstrząs może zabić ciężko chorego człowieka. A jak to zrobić na uliczkach z progami? Ktoś w końcu zapłaci życiem za te urządzenia!

To całkiem spory biznes
Z masowego instalowania progów zwalniających ruch zadowoleni są z pewnością ich producenci i firmy, które zarabiają na montażu. Śpiochy chwalą też producenci amortyzatorów i innych elementów samochodowego zawieszenia. Nie narzekają warsztaty, którym roboty nie ubywa.
Taki próg, w zależności od długości, szerokości i wysokości, kosztuje od tysiąca do trzech tysięcy złotych (bywają też znacznie droższe, ale samorządy ich unikają). Do tego dochodzą koszty ich montażu. Można więc przyjąć, że na progi w Tomaszowie wydaliśmy już blisko pół miliona złotych.
Nie wiadomo dlaczego, ale zwolennikami progów jest wielu policjantów. A przynajmniej ci, którym przychodzi na ten temat oficjalnie się wypowiadać. Najczęściej mówią, że chodzi o podniesienie bezpieczeństwa dzieci i młodzieży i progi zwalniające w rejonie szkół są bardzo przydatne. Dlatego miejskie ulice przy szkołach są upstrzone przeszkodami. Dla szkoły wyjątek zrobił nawet powiat, który na swoich drogach progów nie montuje. Jednak na ul. Wiejskiej koło SP 12 leży śpioch.

Za szkody nie płacą
Młody tomaszowianin ma nisko zawieszonego volkswagena golfa po tunningu. Jak twierdzi, jadąc ulicą Długą, uszkodził zawieszenie na progu spowalniającym. - Nie jechałem zbyt szybko, niecałe 30 km/h - twierdzi. - Zastanawiam się teraz, czy nie zażądać odszkodowania od zarządcy drogi.
Ale czy kierowcy mogą dochodzić odszkodowań za uszkodzone na progach wozy? I czy w ogóle ktoś próbował to zrobić? Okazuje się, że nie. Takich przypadków w mieście jeszcze nie zanotowano. Sprawy nie trafiają też do firm ubezpieczeniowych. Biegli twierdzą, że jeśli kierowca najeżdża na próg z odpowiednią prędkością, to nic złego z zawieszeniem pojazdu nie powinno się stać. Chyba, że próg był wadliwie skonstruowany, uszkodzony.

Prawo progowe
Progów nie wolno umieszczać według widzimisię. Jak i gdzie można je montować oraz jak powinny być zbudowane (jakie mogą mieć profile), reguluje rozporządzenie ministra infrastruktury z 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach. W dokumencie napisano, że „Można je stosować wyłącznie w tych miejscach i na tych odcinkach dróg, na których konieczne jest skuteczne ograniczenie prędkości ruchu pojazdów, jeśli inne metody nie mogą być stosowane lub ich skuteczność jest niewystarczająca”.
A jak jest w rzeczywistości? Konia z rzędem temu, kto wskaże próg w Tomaszowie, przed montażem którego szukano innych metod ograniczenia prędkości. Praktycznie wszystkie są na żądanie mieszkańców.
Sporo do życzenia pozostawia też jakość progów, a szczególnie ich profile. Powinny umożliwiać łagodny przejazd samochodu, tymczasem na ponad połowie naszych progów zawieszenia aut cierpią niemiłosiernie. A już zupełnie kuriozalne są progi na ul. POW. Z pewnością nie spełniają żadnych norm. Ale są aż dwa, a trzeci przed wejściem do Urzędu Miasta.

Przybywa spalin
Ostatnio coraz głośniej jest o innym przykrym aspekcie nadmiaru progów zwalniających. Okazuje się, że powodują wzrost emisji spalin samochodów. Mieszkańcy ulic, na których jest kilka progów, pewnie nie zdają sobie sprawy, że spowolnienie ruchu samochodowego może pogorszyć stan ich zdrowia.
Progi krytykowane są przez ekologów od dawna. Brytyjski dziennik The Times zamieścił wyniki badań, które wykazały, że zmniejszenie prędkości samochodu z 50 do 30 kilometrów na godzinę powoduje zwiększenie emisji spalin o dziesięć procent. Najmniejsza emisja dwutlenku węgla z silników jest przy prędkości 60 km/h. Czy spowolnienie ruchu pojazdów może być zatem dużym problemem? Zważywszy na liczbę samochodów w mieście możemy uznać to za pewnik. Z ewidencji starostwa wynika, że w powiecie jest zarejestrowanych 82.456 pojazdów.

Piesi progi kochają
Żadne z przytaczanych wyżej argumentów nie trafiają jednak do większości mieszkańców, szczególnie tych z dużych osiedli mieszkaniowych. Ci, którzy sami dużo chodzą oraz ci, których dzieci wychodzą bawić się przed blokami, obawiają się o bezpieczeństwo. - Nie ma innego sposobu, aby wymusić na kierowcach wolniejszą jazdę po ulicach - mówi 34-letni Jan, który wprawdzie sam dużo jeździ, ale ma żonę i dwoje dzieci, które chodzą do pobliskiej szkoły. - Uważam, że progi sprawdzają się dobrze. Znaków osiedlowych „strefa zamieszkania” lub ograniczenia prędkości nikt nie respektuje.

Czy się opamiętamy?
Jadąc do pracy, codziennie przejeżdżam tylko dwa progi (w jedną stronę), ale sąsiad pokonuje ich aż pięć. Kto mu zapłaci za szybciej zużyte zawieszenie i większe spalanie? Piraci drogowi nie powinni być motywem utrudniania życia normalnym ludziom. Wariaci potrafią skakać po progach, ale częściej jadą poszaleć gdzieś indziej. My tymczasem codziennie musimy pokonywać te przeszkody. Idąc tym tropem, producenci powinni sprzedawać samochody, które nie jeżdżą, bo zdarzają się wypadki, albo tępe noże, żeby ktoś kogoś nie zabił. A może nie ma sensu naprawiać i remontować dróg, bo na dziurach nikt nie szaleje.
Nie kwestionuję układania leżących policjantów w miejscach o dużym natężeniu ruchu pieszych. Z pewnością są przydatne przed szkołami (choć lepiej sprawdzają się przeprowadzacze dzieci) i na uliczkach bez chodników. Jednak wpychanie ich na Polną, Kwiatową, czy Długą, nie mówiąc już o najgłupszym progu na PCK, dla mnie pozbawione jest sensu. Ostatnio na sesji Rady Powiatu usłyszałem o konieczności zamontowania progu na ul. Strzeleckiej za Biedronką. To już chyba jakaś choroba.
Obecny prezydent miasta nie jest zwolennikiem leżących policjantów. Na sesji Rady Miejskiej powiedział, że ludzie zaczynają przesadzać z żądaniami montażu progów. Ostatnio budujemy sporo dróg i zdarza się, że inwestycja nie została jeszcze zakończona, a już płyną wnioski. - Progi nie rozwiązują problemu nieprzestrzegania obowiązującej prędkości - mówi Rafał Zagozdon. - Od spowolnienia ruchu są znaki i egzekwowanie przestrzegania przepisów przez policję. Dla jednych progi są zbawieniem, a dla innych utrapieniem, czasem spędzającym sen z oczu. Stare, rozklekotane auta na progach hałasują niemiłosiernie i mieszkańcy okolicznych domów dla odmiany proszą o likwidację tych urządzeń. Ale cóż, prezydent miasta o progach nie decyduje. Od tego są zarządzający drogami i komisja bezpieczeństwa, która zmiany na drogach opiniuje.

Jeden próg znikł
Progów w mieście przybywa, ale z kronikarskiego obowiązku dodam, że dotychczas raz się zdarzyło (nie licząc kradzieży), że zarządca drogi podjął decyzję o likwidacji już istniejącego urządzenia spowalniającego. Próg zniknął z ul. Milenijnej. Inna rzecz, że nie sposób było ustalić, kto i z jakiego powodu nakazał zamontowanie śpiocha na tej przelotowej arterii. Oficjalnym powodem demontażu było wadliwe wykonanie.


Ryszard Pożyczka   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 19 (1034) z dnia 13 Maja 2010r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator