tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

SKUP AUT, kupię każde auto uszkodzone, rozbite ...
czytaj dalej »

OSUSZACZE - wynajem, usuwanie wilgoci, tel. ...
czytaj dalej »
 
Sport

 Londyn nie był taki radosny

 
Kiedyś społeczność sportowa żyła razem ? mówi Marek Galiński



Marek Galiński z Olą Dawidowicz na mecie wyścigu olimpijskiego



Marek Galiński, znakomity przed laty kolarz górski, jako młody zawodnik reprezentował Start Tomaszów. Później aż czterokrotnie startował w igrzyskach olimpijskich. Do Londynu pojechał jako trener. O początkach swojej kariery
w Tomaszowie i wielkich przeżyciach związanych z występem na igrzyskach opowiada z rozmowie z TIT-em.
Adrian Grałek: Jeździ pan na igrzyska nieprzerwanie od 1996 r. Jednak w Londynie wystąpił pan już w zupełnie nowej roli, jako trener. W roli zawodnika było chyba łatwiej?
Marek Galiński: ? No, tak. W roli szkoleniowca odpowiadam za cały zespół i muszę przygotować do startu każdego z moich podopiecznych. Jako zawodnik skupiałem się tylko na sobie i na wyścigu, który przede mną. Jednak niezależnie od roli, w której się występuje igrzyska, to zawsze duże przeżycie. To bardzo prestiżowa impreza, w której startuje wąskie grono wyselekcjonowanych zawodników. Nie ma takiego tłoku na starcie.
Jak się panu podobała atmosfera igrzysk w Londynie?
? Muszę przyznać, że pod tym względem nie było najlepiej. Przyjechaliśmy do Londynu 7 sierpnia, prosto ze zgrupowania wysokogórskiego we Włoszech. Następnego dnia dojechała z Hiszpanii Paula Gorycka, która zastąpiła kontuzjowaną Maję Włoszczowską. Wyścig kobiet był 11 sierpnia, a mężczyzn dzień później. Mieszkaliśmy poza wioską olimpijską, nie mieliśmy kontaktu z innymi zawodnikami naszej reprezentacji. Ewentualnie kolarzami z innych krajów. Zawody w wyścigach MTB były rozgrywane w Hadleigh Fram w hrabstwie Essex. Do Londynu stamtąd było dwie godziny samochodem. Tylko jeden wieczór, po starcie spędziliśmy w wiosce olimpijskiej.
Poprzednie igrzyska wspomina pan znacznie lepiej?
? Zdecydowanie tak. Szczególnie Pekin, zrobił na mnie duże wrażenie (Marek Galiński zajął tam 13 miejsce, najlepsze w swoich czterech startach olimpijskich ? przyp. red.).
Do Atlanty w 1996 r. pojechałem jako 22-letni zawodnik. To były niesamowite emocje. Chociaż startowałem już wcześniej zagranicą, to sama podróż do Stanów Zjednoczonych już była przeżyciem. Pierwsze moje igrzyska zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. W wiosce olimpijskiej spotykałem mistrzów sportu, z którymi można było porozmawiać. Zresztą podobnie było cztery lata później w Sydney i kolejnych igrzyskach w Atenach. Zawody w Pekinie były znakomicie zorganizowane. W Londynie nie było klimatu igrzysk, wszystko było mniej spontaniczne, bardziej komercyjne. To były moje piąte igrzyska i być może inaczej na to patrzę. Kiedyś społeczność sportowa żyła razem, teraz już podejście jest zupełnie inne.
Pana podopieczni w Londynie wypadli całkiem dobrze. Siódme miejsce Oli Dawidowicz to spory sukces tej zawodniczki.
? W następnych igrzyskach w Rio de Janeiro może już powalczyć o medal. Marek Konwa był 16, ale gdyby nie defekt też znalazłby się w pierwszej dziesiątce. Jednak z polskim kolarstwem górskim nie jest najlepiej. Brakuje młodych zawodników. Przez lata na dobrym poziomie było tylko szkolenie kobiet (4-5 zawodniczek), z których Maja Włoszczowska stała się czołową zawodniczką świata. Jednak przed igrzyskami doznała kontuzji i trudno było ją zastąpić. Od przyszłego roku trzeba zacząć stawiać na młodzież, ale na dobre wyniki trzeba będzie poczekać. Młoda Paula Gorycka ma duży potencjał, jeśli chodzi o wydolność, ale nad całą resztą trzeba pracować. Już we wrześniu mamy mistrzostwa świata, gdzie chcemy pokazać naszych kliku utalentowanych zawodników.
Jest pan trenerem, ale ciągle się pan ściga. Co to daje?
? Tak, trenuję i startuję na niektórych zawodach. Jeżdżenie na rowerze znacznie ułatwia mi pracę. Trenując z zawodnikami, widzę dokładnie, jakie błędy popełniają. Rywalizując z nimi na treningach i porównując się do nich, łatwiej mi do nich dotrzeć i znaleźć wspólny język.
Początki pana kolarskiej kariery związane są z Tomaszowem, gdzie ścigał się pan już jako nastolatek...
? Właściwie to zaczynałem w moim rodzinnym Opocznie na początku lat 90. Później szybko przeniosłem się do Tomaszowa, gdzie uczyłem się w szkole średniej, w mechaniku. W tomaszowskim Starcie miałem znakomite warunki do treningów. W Tomaszowie mieszkałem i trenowałem przez 6 lat. To były zupełne inne czasy i inne kolarstwo. Młodzież inaczej podchodziła do treningów. Start to był silny klub, jego zawodnicy wygrywali wyścigi na szosie, w przełajach, czy MTB. Zresztą trenerzy mieli z czego wybierać. W jednej kategorii wiekowej mieliśmy przynajmniej po kilku zawodników. Na treningach jeździła taka wataha jak na wyścigach. Wyjeżdżaliśmy na zgrupowania, ale mieliśmy też swoje ścieżki: w Smardzewicach, na Białej Górze i w Ludwikowie, gdzie kiedyś były mistrzostwa Polski w przełajach.
W barwach klubu z Tomaszowa ścigałem się jeszcze jako student. Zacząłem naukę na AWF-ie we Wrocławiu. Później wziąłem dziekankę. Studia jednak skończyłem w Kielcach.
W połowie lat 90. ubiegłego wieku wróciłem do Opoczna i byłem zawodnikiem LKS Optex, a później też innych klubów.
Klubowi koledzy nazwali pana ?Diabłem?. Dlaczego?
? Ten pseudonim wymyślił Sławek Barul (olimpijczyk z Atlanty, razem trenowali w Starcie Tomaszów ? przyp. red.). Kiedy zaczynaliśmy się ścigać na rowerach górskich, to była dla nas superzabawa. Znajdowaliśmy sobie trudne podjazdy i rywalizowaliśmy, komu uda się je pokonać. Wychodziło mi to całkiem nieźle. Jest takie powiedzenie ?Gdzie diabeł nie może tam babę poślę?. Sławek trochę sparafrazował to stwierdzenie i wymyślił dla mnie przezwisko, które przetrwało do dzisiaj.
Oprócz pracy z kadrą, zajmuje się pan też popularyzacją kolarstwa górskiego wśród najmłodszych. 1 i 2 września w Gielniowie odbył się Festiwal MTB, czyli ?Górska jazda w centrum Polski?.
? To impreza opatrzona moim nazwiskiem, ale oprócz mnie w jej organizację włączyło się wiele osób. Wspólnie chcieliśmy reaktywować tę dyscyplinę w naszym regionie. Zachęcić ludzi do kolarstwa, oczywiście na poziomie rekreacyjnym. Taka impreza to wspaniały sposób spędzenia wolnego czasu. W sobotę były zawody Pucharu Polski, a w niedzielę można było spróbować swoich sił na trasie.
Niestety dzisiaj sport postrzegany jest inaczej niż jeszcze 20 lat temu. Kiedyś młody zawodnik mógł liczyć na finansowanie z klubu. Dzisiaj sponsorem są głównie rodzice.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.


Adrian Grałek   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 36 (1155) z dnia 7 Września 2012r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator