tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

BICOM mgr. E. RUSINEK Komputerowe testowanie i ...
czytaj dalej »

SPECJALISTA NEUROLOG MARIA PIASTA*, ul. Rolna ...
czytaj dalej »
 
Teren

 Konna tradycja i pasja

 

Tadeusz Jończyk z Twardej zajmuje się hodowlą koni sportowo-rekreacyjnych. W jego rodzinie to tradycja kultywowana od pokoleń. - Konie w naszej rodzinie były zawsze bardzo ważne. Już ósme pokolenie zajmuje się ich hodowlą. To jest bardziej pasja niż zarobek. Każdy nowo narodzony źrebak w naszej stajni jest jak członek rodziny - mówi.
Filip, pradziadek pana Tadeusza, jako pierwszy z Jończyków osiedlił się w Twardej. Trudnił się przede wszystkim rolnictwem. Konie, jak wszystkim wówczas na wsi, służyły mu głównie do pracy na roli. Podobnie jego synowi Mikołajowi. Następny w rodzie Franciszek hodował już nie tylko konie pociągowe.
- Dziadek w wojsku nauczył się szacunku do koni. Był ułanem w czasie I wojny światowej. Opowiadał mi o czasach, kiedy służył. Wstawał o 4-5 rano, żeby przygotować konia. Musztra, prezencja, to wszystko należało do obowiązków żołnierzy. Rozpoczął swój szlak bojowy koło Płocka, a skończył w Kownie. Tam jego pułk został rozwiązany i wrócił ze swoim koniem do rodzinnej wsi - opowiada pan Tadeusz.
Franciszek Jończyk, po zakończeniu szlaku bojowego, w rodzinnej Twardej zajął się hodowlą koni. Swoją pasję zaszczepił synowi Józefowi. Ten ściągał konie z okolic Malborka i rozpoczął hodowlę ogierów zarodowych, używanych do rozpłodu.
- Mój ojciec zaraził mnie tą pasją. Kochał konie. Towarzyszyły mu w ostatniej drodze. Zawiozły trumnę z jego ciałem do kościoła.
Pół życia z końmi
Pan Tadeusz jest piątym z rodu Jończyków, który zajmuje się hodowlą koni. Nawet swój zawód związał z pasją. Skończył Technikum Hodowlane w Bujnach koło Piotrkowa Tryb. - Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć więcej niż jednego konia. Najpierw kupiłem pierwszego, później kolejnego z Bogusławic. W pewnym momencie doszedłem aż do 25 sztuk. Głównie były to konie rekreacyjno-sportowe. To moja pasja już od 30 lat - mówi.
Z czasem hodowca z Twardej zajął się agroturystyką. Zbudował duży dom, w którym wynajmował pokoje. Wczasowiczów uczył ujeżdżania i organizował przejażdżki w siodle po okolicy. - Jeszcze w latach 90. nad zalewem nie brakowało turystów. Naprawdę nie mogłem narzekać na brak klientów. Były czasy, że można było z tego żyć. Wtedy jazda konna stawała się coraz bardziej popularna. Turyści, którzy budowali domki nad zalewem, kupowali ode mnie koniki. Szły jak świeże bułeczki. Jednak z czasem sinice zrobiły swoje i ludzie przestali do nas przyjeżdżać - wspomina pan Tadeusz.
Jednak pieniędzy wydanych na swoje konie nigdy nie żałował. - Teraz to robię bardziej z pasji niż z zysku. Mogę nawet przyoszczędzić na innych rzeczach, ale koń musi dostać zawsze jeść. Teraz mamy gorący okres. Zwieźliśmy już słomę, zbieramy jeszcze siano. Kosimy nie tylko swoje pole. Właśnie wróciliśmy z pokosu łąki znajomego gospodarza. Trzeba też zgromadzić odpowiednie zapasy owsa na zimę - wyjaśnia.
Konie pana Tadeusza udzielały się również charytatywnie. Pomagały niepełnosprawnym dzieciom. Przez trzy sezony w zagrodzie w Twardej były prowadzone zajęcia z hipoterapii. - Dzieci przyjeżdżały na wakacje. Mieszkały w Borkach, a u nas brały udział w zajęciach. Kiedyś dla niepełnosprawnych dzieci z Tomaszowa urządzałem też w naszej zagrodzie pikniki - dodaje.

Koń jak członek rodziny
W stajni państwa Jończyków rodzi się 5-6 źrebiąt w roku. - Każde narodziny to dla mojej rodziny duże wydarzenie. Tak jakby przychodził na świat członek rodziny. Pamiętam dzień, w którym urodziły się aż trzy młode. Wszystkie udało mi się odebrać - wspomina pan Tadeusz.
Doświadczonemu hodowcy w pracy przy koniach pomaga syn Przemysław.
- Razem doglądamy koni. Zresztą syn zawodowo również zajmuje się tymi zwierzętami. Po pracy pomaga mi w oswajaniu, wychowywaniu i tresowaniu naszych koni.
Prawidłowo obsługiwane i karmione nie chorują. Nawet jak zdarzą im się drobne zadrapania i pojawi się konieczność zrobienia zastrzyku, sami potrafimy sobie z tym poradzić - wyjaśnia hodowca z Twardej.
Pasję do koni przejął też 10-letni wnuczek Igor. - Nie interesują go żadne quady ani inne rozrywki, tylko konie. Sprowadziliśmy dla niego z Belgii kuca walijskiego - klacz Rizzette, na której zdobył wyróżnienie w ubiegłorocznym Hubertusie Spalskim, To bardzo spokojny koń. Wnuczek uczy na nim jeździć dzieci z całej wsi. Igor dużo pomaga mi przy koniach i zna się już na rzeczy. Potrafił sam ułożyć kucyka szetlandzkiego, którego odkupiliśmy od kolegi - mówi pan Tadeusz.
W stajni Jończyków jest obecnie 15 koni: klacze Dakota, Dajana, wspomniana Rizzette i jej córka Lucy, ogier Demon... Jednak wizytówką i chlubą pana Tadeusza jest 5-letni ogier Dixan II. Koń maści tarantowatej, szlachetnej półkrwi, po ojcu Dixanie Małopolskim i klaczy Dalii. - Jak się urodził, przecierałem oczy ze zdumienia. Zawsze marzyłem o wychowaniu takiego konia. Miałem ostatnio na niego kupca, jednak nie zdecydowałem się sprzedać. Myślę, żeby poszukać drugiego takiego konia i stworzyć z nich parę do powozu - planuje hodowca.



Tadeusz Jończyk z ogierem Dixanem II.



Igor Jończyk i jego kucyk szetlandzki.



Hodowca z Twardej z klaczą Rizzette i jej córką Lucy.


ag   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 36 (1155) z dnia 7 Września 2012r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator