tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

DIETA dr. J. Kwaśniewskiego, żywienie optymalne, ...
czytaj dalej »

REMONTY kompleksowe tel ...
czytaj dalej »
 
Relacje

 Kolęda po kaszubsku i góralsku

 
Jak co roku, tuż po świętach, księża chodzą po kolędzie. Duchowni będą pukać do domów tomaszowian do połowy stycznia, w największych parafiach nieco dłużej. Wizyta duszpasterska ogranicza się często tylko do krótkiej rozmowy, modlitwy i poświęcenia domu. Kiedyś, zwłaszcza w niektórych częściach Polski, była wielkim ceremoniałem. O kolędzie po kaszubsku i góralsku opowiedzieli nam księża pracujący w tomaszowskich parafiach.



Ksiądz Grzegorz podczas kolędy
u Ireny i Włodzimierza Pecynów.


Krzyżyk do pocałowania
Ksiądz Grzegorz Chirk z parafii św. Rodziny pochodzi z Bytowa na Kaszubach. - W moich rodzinnych stronach kolęda zawsze była wielkim wydarzeniem. Jeszcze kilkanaście lat temu, z racji małej ilości księży na Pomorzu, wizyty duszpasterskie były rozłożone w czasie. Pięknym zwyczajem był ceremoniał powitania księdza. Gospodarz domu czekał przy furtce, a po zakończeniu wizyty odprowadzał gościa do granic swojej działki. Tam już był sąsiad. Wszyscy serdecznie się witali. Zawsze było ustalone między parafianami, kto przygotuje kolację na zakończenie kolędy.
Ksiądz Grzegorz po maturze trafił do seminarium w Łodzi, a później do zgromadzenia księży filipinów w naszym mieście. Jako ksiądz nie miał przyjemności kolędować w swoich rodzinnych stronach. - Byłem wśród ministrantów towarzyszących księdzu. Dostawaliśmy od parafian drobne datki pieniężne. Dla młodych chłopców to było bardzo motywujące. Dla ludzi na wsi wizyta duszpasterska była wielkim wydarzeniem i przeżyciem. Tam staropolskim zwyczajem z księdzem chodzili również organista i kościelny.
Był też kiedyś taki zwyczaj, podobny do weselnych, praktykowany nie tylko na Kaszubach. Po wyjściu księdza panny rywalizowały o miejsce na krześle, na którym siedział. Ta, która pierwsza usiadła, pierwsza miała wyjść za mąż.
Kilka lat temu młody filipin pierwszy raz kolędował w Tomaszowie. - Zgodnie z kaszubskim zwyczajem, po poświęceniu całego mieszkania dałem domownikom do pocałowania krzyżyk. Trochę byli zdziwieni. Dla mnie było to naturalne. Później już odstąpiłem od tego zwyczaju. Czasami, chodząc po kolędzie, spotykam ludzi z moich rodzinnych stron, którzy z różnych powodów trafili do Tomaszowa. Jak zobaczę w domu kaszubskie talerze albo obrusy, zawsze pytam o związki z tym rejonem Polski. Wtedy często rozmawiamy również po kaszubsku.
Zboże dla
kościelnego i organisty
Ksiądz Ryszard Stanek, proboszcz parafii Najświętszego Serca Jezusowego pochodzi z Łapsz Niżnych, malowniczej miejscowości położonej na Spiszu, na pograniczu polsko-słowackim.
- Tradycja kolędowana w moich rodzinnych stronach była zupełnie inna. Księdzu podczas wizyty duszpasterskiej towarzyszyli zawsze organista i kościelny oraz dwaj ministranci. Jako chłopiec byłem często obecny w tej ostatniej części orszaku kolędowego. Najpierw było wspólne śpiewanie kolęd, później modlitwa i błogosławieństwo domu. Następnie ksiądz zostawał na rozmowę z rodziną, a reszta świty czekała na zewnątrz. Tamte rejony trudniły się głównie rolnictwem, były dosyć biedne. Przy okazji wizyty duszpasterskiej organista i kościelny zbierali od parafian zboże. Nosili ze sobą specjalną miarkę, którą wsypywali je do worka. To była dla nich zapłata za pełnione funkcje kościelne, przez które zaniedbywali pracę na roli. Takie zwyczaje towarzyszyły kolędzie jeszcze w latach 90., teraz powoli zanikają.
Parafie w tym rejonie nie są liczne. Często składają się z kilku małych wsi, położonych w dużych odległościach od siebie. - Ludzie mieszkają w przysiółkach oddalonych kilka kilometrów od kościoła. Zatem ksiądz razem z całym orszakiem kolędowym musiał pokonać tę drogę na saniach. Wyjeżdżał o godzinie 9 rano a wracał na 18. W tym czasie odwiedzał około dziesięciu rodzin. Ludzie przygotowywali śniadanie dla całej świty księdza. Taki kulig był dla ministrantów wielką frajdą. Chociaż przy dwudziestostopniowym mrozie to już nie było takie przyjemne. Na Spiszu była też taka tradycja, że w Wigilię dzieci chodziły z szopką. Śpiewały kolędy, składały życzenia. Natomiast młodzież kolędowała z turoniem.

Większa anonimowość
- Proboszcz w górach znał wszystkich parafian. Jako ksiądz miałem też przyjemność kolędować w dużych łódzkich osiedlach - w Retkini i Bałutach. Tam parafie liczą nawet po 20 tys. wiernych, jest wielka anonimowość. Ludzie przyjmują księdza bardziej na zasadzie tradycyjności.
W Tomaszowie już jest inaczej. W mojej parafii, jednej z najmniejszych w mieście, aż 80 procent mieszkańców przyjmuje księdza po kolędzie. Wizyta duszpasterska służy przypomnieniu fundamentów wiary, załatwieniu spraw kancelaryjnych, ale również rozwiązywaniu codziennych problemów - mówi ks. Ryszard.
W parafii przy ul. Spalskiej działa Fundacja NSJ - Rodzina, która organizuje kolonie i szkołę językową dla dzieci, klub seniora i liczne imprezy okolicznościowe. Księża, chodząc po kolędzie, rozdają wiernym foldery zawierające informacje o tym, na co zostały przeznaczone ich ofiary. - Oczywiście ofiara nie jest konieczna. Każdy może przyjąć księdza, niezależnie od tego czy złoży datek. Od najbiedniejszych rodzin nie bierzemy ofiary. Chociaż zdarzają się sytuacje, kiedy starsza pani chce nam ofiarować drobną sumę. Wtedy taki ?wdowi grosz?, dany od serca, jest cenniejszy niż duża ofiara.
Musimy pokazywać mieszkańcom możliwości rozwoju w naszej parafii. Co roku budujemy ?żywą? szopkę. Zorganizowaliśmy również koncert. Wszystko po to, żeby pokazać, że jesteśmy otwarci na wszystkich - wyjaśnia proboszcz parafii NSJ.

Ksiądz Grzegorz podczas wizyty duszpasterskiej wysłuchuje problemów parafian i stara się im zaradzić. - Bardzo lubię kolędę, ponieważ wtedy jest możliwość spotkania się i porozmawiania z ludźmi. Udzielenia pomocy, wyjaśnienia trudności, wątpliwości życiowych. Wszystkich problemów się nie rozwiąże, ale czasami można coś wskazać.
Podczas wizyty duszpasterskiej pytam parafian, jak odbierają niektóre rzeczy, czego oczekują od Kościoła. Nie wszyscy są otwarci i życzliwi, ale zawsze pukam do wszystkich drzwi. W niektórych blokach są piękne zwyczaje. Mieszkańcy wychodzą na klatkę schodową i rozmawiają ze sobą. Na co dzień są anonimowi, prawie się nie znają. Kilka razy spotkałem się również z sytuacją, jak ludzie stali i śpiewali kolędy. To było bardzo budujące - mówi filipin.


ag   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 2 (1121) z dnia 13 Stycznia 2012r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator