tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

Auto Skup Najlepsze CENY ...
czytaj dalej »

PEDIATRA A. ŚMIETANKA. Wizyty domowe, tel. 44 ...
czytaj dalej »
 
Aktualności

 Kładka pod napięciem

 
Bezpańskie tony żelastwa wiszą nad torami przy przyjeździe kolejowym na ul. Spalskiej.



Kładka nad torami przy ul. Spalskiej sprawia wrażenie solidnej, ale z ekspertyz wynika, że konstrukcja może się zawalić.



W ubiegłorocznym budżecie powiatu znalazło się ciekawe zadanie - rozbiórka kładki nad torami, obok przejazdu kolejowego w ciągu ul. Spalskiej. Od blisko dwudziestu lat konstrukcja jest nieużywana, bo grozi zawaleniem. Wydawało się, że zagrożenie szybko zniknie. Niestety, kładka stoi, tak jak stała. Władze wycofały się z realizacji zadania, bo doszły do wniosku, że kładka nie jest własnością powiatu.
Kładka przypomina czasy, gdy Wistom był największym w mieście przedsiębiorstwem. Pracowało w nim blisko 10.000 osób. Zakład znajdował się tuż za torami, a na dojazdowej ulicy Spalskiej był (i jest) przejazd jednopoziomowy ze szlabanami. W latach 70. ubiegłego wieku ruch na szlakach kolejowych z Tomaszowa do Radomia i Skarżyska-Kamiennej był bardzo duży. Codziennie przejeżdżało blisko sto pociągów, a do tego dochodziły tzw. przetoki, czyli przetaczanie wagonów z toru na tor na tomaszowskiej stacji. Szlabany były opuszczone w sumie przez kilka godzin dziennie. Bardzo to utrudniało dojazd i dojście pracowników do Wistomu.
W 1975 roku władze zakładu i miasta postanowiły zbudować koło przejazdu kładkę dla pieszych. Rok później Biuro Projektów Kolejowych w Łodzi przygotowało dokumentację. Z realizacją zadania trochę jednak zeszło. Kładka powstała dopiero w 1981 roku. Ma ponad 83 metry długości, 2,5 metra szerokości, a jest wysoka na 6 m (od torów). Tomaszowianie jednak korzystali z niej niezbyt chętnie, bo trzeba było nadkładać kawał drogi i to pod górę.
W latach 90., po zmianach ustrojowych, w Wistomie z każdym rokiem było coraz mniej pracowników, a jednocześnie ruch na szlakach kolejowych zaczął się zmniejszać, aż prawie zamarł. Przez Tomaszów przejeżdżało kilkanaście pociągów. Kładka stała się bezużyteczna.
Od początku jej istnienia zajmowało się nią miasto. W 1995 roku Urząd Miasta zlecił wykonanie ekspertyzy stanu technicznego konstrukcji. Badanie przeprowadziła firma Promost z Wrocławia. Zdaniem ekspertów, kładkę wykonano według zasad budownictwa ogólnego. Nie zastosowano się do norm przyjętych w budownictwie mostowym. Filary są zbyt wiotkie i dlatego konstrukcja bujała się, gdy szli po niej ludzie. Kładka nadawałaby się do dalszej eksploatacji, gdyby wzmocniono słupy przez dospawanie ceowników. Żadnych wzmocnień jednak nie dokonano i przejście kładką zostało zamknięte na dobre.
W 1998 roku, po kolejnej reformie administracyjnej kraju, w Polsce przywrócono do życia powiaty. 1 stycznia 1999 roku postał powiat tomaszowski. Przypisano mu większość ważnych dróg w mieście, w tym ul. Spalską. Jeszcze przez rok drogami powiatowymi zarządzało miasto, a potem przekazało je starostwu. W protokole przekazania znalazła się także kładka nad torami. Problem idącej w ruinę konstrukcji spadł na powiat.
Temat nie dawał o sobie zapomnieć, bo ciągle ktoś czegoś szukał na kładce. Zakazu wchodzenia nie wszyscy przestrzegają. Władze powiatu podjęły więc decyzję o rozebraniu konstrukcji. Odpowiednie zadanie wpisano do budżetu powiatu na 2011 rok. Przeznaczono na ten cel 30.000 zł. Szybko jednak okazało się, że koszty mogą być znacznie wyższe, bo problemy zaczęły się mnożyć. W tym przypadku nie wchodzi w rachubę proste rozebranie konstrukcji, bo podwieszona jest pod nią trakcja kolejowa. I nie w tym rzecz, że przewody są pod napięciem ponad 3 tysięcy volt. Poważne wyzwanie logistyczne to zamknięcie ruchu na szlaku kolejowym na co najmniej kilka dni. Uzgodnienie takiej przerwy z kilkoma spółkami PKP graniczy z cudem. Kto inny bowiem zajmuje się torami, kto inny siecią elektryczną, a jeszcze kto inny siecią łączności. O użytkownikach szlaku też trzeba wspomnieć, bo jest ich kilku, a przez Tomaszów jeżdżą pociągi, należące do co najmniej czterech spółek. I nie wszystkie należą do PKP, są też firmy samorządowe.
Na wykonawstwo zadania nie ogłoszono przetargu, bo zaplanowana kwota była niewielka. Wykonawcę wyłoniono w drodze zapytań ofertowych. Umowę podpisano z Zakładem Drogowo-Budowlanym Asdrog w Tomaszowie. Pracownicy firmy wzięli się ostro do pracy. Gdy przebrnęli przez dokumenty, zaczęli przygotowywać projekt rozbiórki. Zaczęły się też pierwsze rozmowy w celu uzgodnienia terminu zamknięcia ruchu kolejowego. Ale to było wszystko, co zrobiono. Niespodziewanie zadanie wycofano z realizacji. Umowę pomiędzy Zarządem Dróg Powiatowych i Asdrogiem rozwiązano za porozumieniem stron z uwagi na interes społeczny, dotyczący sytuacji prawnej nieruchomości.
Pracownicy starostwa dopatrzyli się, że kładka nie stoi w pasie drogowym ul. Spalskiej. Zbudowano ją na działce, która obecnie znajduje się na liście kolejowych terenów zamkniętych, ogłaszanej przez ministra infrastruktury w Dzienniku Urzędowym. Ostatnie takie zarządzenie jest z 15 listopada 2011 roku. Są to tereny, przez które przebiegają linie kolejowe i uznaje się je za zastrzeżone we względu na obronność i bezpieczeństwo państwa.
Kładka należy zatem do PKP, jednak kolej nie chce przyjąć tego do wiadomości. Korespondencja z kolejarzami nie przyniosła efektów. Zarząd Powiatu przekazał sprawę do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który powinien określić formalnie, do kogo kładka należy. Sprawa jednak może się wlec przez lata.
- Obecnie kładka nie ma właściciela, a z pewnością nie jest nim powiat - mówi Jacek Killman, dyrektor ZDP. - Problem jednak nie znikł. Obiekt jest niebezpieczny. Trwają spory o prawa własności, a jak się coś stanie, to z pewnością my będziemy obwiniani za sprowadzenie na ludzi niebezpieczeństwa. Miejmy nadzieję, że służby wojewódzkie w miarę szybko wydadzą decyzję. Nie może być tak, że tony żelastwa wiszą nad torami i nikt za nie nie odpowiada.
Przestrzegamy potencjalnych amatorów wchodzenia na kładkę, że zagrożenie zawaleniem to nie jedyne niebezpieczeństwo. Pod potężnymi legarami wiszą przewody średniego napięcia. 3000 volt to nie przelewki. A konstrukcja nawet nie ma uziemienia. Aż dziw, że do tej pory nie doszło tam do nieszczęścia.


Jan Pampuch   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 36 (1155) z dnia 7 Września 2012r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator