tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
Sprzedaż Choinek Świątecznych. Tomaszów ul. ...
czytaj dalej »

OSUSZACZE - wynajem, usuwanie wilgoci, tel. ...
czytaj dalej »

UWAGA. DO TEJ KATEGORII OGŁOSZENIA BĘDĄ ...
czytaj dalej »
 
Różności

 Dwa motocyklowe światy

 

Szaleńcy, kamikadze, samobójcy, dawcy organów. Tak o motycyklistach myśli wielu z nas. Tymczasem większość posiadaczy jedośladów to prawdziwi pasjonaci, którzy nie tylko obdarzają wielką miłością swoje pojazdy, ale są także doświadczonymi kierowcami. Wiedzą, jak zachować się na drodze i tego samego oczekują od innych.
Zaczynali od komarka, simsona, WSK-i. Z upływem lat liczba koni mechanicznych w ich motocyklach była coraz większa. Teraz dosiadają kawasaki, suzuki albo hondy. - To jest moja miłość od dzieciństwa. Na motocyklu jeździłem już w szkole podstawowej. Od 4 lat moją pasją są maszyny sportowe. To wspaniały sposób spędzania wolnego czasu - mówi Sławek, zajmujący się na co dzień spedycją.
Jego kolega Przemek pracuje w firmie transportowej i dużo czasu spędza za kółkiem. Na motocykl wsiada w wolnym czasie, żeby zapomnieć o codziennych obowiązkach i problemach. - Nie mam licznika, więc nie wiem, ile ta maszyna może wyciągnąć. Miałem 13 lat, gdy pierwszy raz wsiadłem na motocykl. Uczyłem się jeździć po polach - mówi.
Licznik motocykla Daniela (pracuje w spedycji) wskazuje 280 km/h. Nie chce powiedzieć, z jaką prędkością jechał najszybciej swoim kawasaki ninja.
Sebastian ma najmłodszy staż na motocyklach sportowych. - Od dwóch lat uczę się od kolegów. Zarazili mnie tą pasją - wyjaśnia.
Piąty sezon na hondzie jeździ już Łukasz, handlowiec pracujący w całej Europie. - Motocykle pokochałem już jako 7-latek. Mój chrzestny woził mnie na baku jawy. To była niesamowita frajda - wspomina.

Nie prędkość zabija,
tylko brak umiejętności
Motocyklem sportowym można poszaleć zgodnie z przepisami tylko na torze. Najbliższy jest w Poznaniu. - Takimi motorami u nas nie ma gdzie jeździć. Często przekraczamy dozwoloną na drodze prędkość. Jednak każdy kierowca doskonale wie, że zarówno motocyklem, jak i samochodem nie zawsze da się jeździć zgodnie z przepisami. Tam, gdzie jest ograniczenie do 50 km/h, zazwyczaj jedzie się o wiele więcej. Zresztą te ograniczenia często są bezsensowne. Robione w takich miejscach, gdzie można ustawić radiowóz z radarem - mówi Daniel.
- Nawet policjanci prywatnie łamią przepisy. Jednak żaden z nas nie morduje niewiniątek i nie przejeżdża staruszek na pasach. Duże prędkości rozwijamy tylko wtedy, kiedy możemy sobie na to pozwolić i mamy pewność, że nie spowodujemy kolizji na drodze - dodaje Łukasz.
- Jeśli jest pusta droga, to dlaczego nie poszaleć na jednym kole? - pyta Przemek.
- Taką jazdę organizujemy na drogach o ograniczonym ruchu. W lesie, gdzie nic nie jeździ. Policja zna te miejsca. Chętnie przyjeżdżają, żeby popatrzeć - dodaje Daniel.
- Przy prędkości 200 km/h, żeby podejmować prawidłowe decyzje, trzeba widzieć drogę co najmniej na 3 kilometry - twierdzi Sebastian.
Dynamiczna i bezpieczna jazda wymaga dużych umiejętności. Często młodzi motocykliści, tuż po zdanym egzaminie na prawo jazdy kat. A, wsiadają na 200-konny motocykl. - To tak jakby świeżo upieczony kierowca samochodu wsiadł do 300-konnej subaru imprezy. Kurs na motocykl to jest farsa i żenada. Uczą jazdy po ósemce, ruszania pod górkę i pchania maszyny, zamiast praktycznych umiejętności i przewidywania sytuacji na drodze. Trzeba wiedzieć, w którym momencie można wyprzedzić samochód. Mieć oczy dookoła głowy, czuć motocykl i obserwować kierowcę. Jeśli nie patrzy w lusterko, to jest ryzyko, że nas nie zauważy. Pamiętajmy, że na motorze zupełnie inaczej odczuwa się prędkość. Najważniejsza jest umiejętność zapanowania nad motocyklem. Jeżeli jest odwrotnie to nietrudno o tragedię - tłumaczy Łukasz.
Na drogach najczęściej giną młodzi motocykliści, nieposiadający umiejętności i wyobraźni. - Jak widzę nastolatka w bluzie z kapturem, w krótkich spodenkach, który szpanuje przed dziewczynami na jednym kole, to jestem zbulwersowany. Można cieszyć się pasją, ale trzeba to robić rozsądnie. Przejść całą motocyklową drogę, nauczyć się wszystkiego po kolei. Mamy rodziny, dzieci, zależy nam na zdrowiu i bezpieczeństwie - dodaje Daniel.

Przede wszystkim
kultura jazdy
W motocyklu nie ma pasów, poduszek powietrznych, stref zgniotu. Przy zderzeniu z innym pojazdem motocyklista nie ma najmniejszych szans. Takie wypadki kończą się najczęściej tragicznie.
- Niestety w naszym kraju motocykliści są postrzegani jako drogowi zabójcy i samobójcy. To jest stereotyp, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W 80 procentach sprawcami wypadków z udziałem motocyklistów są kierowcy samochodów. Wymuszają pierwszeństwo albo zajeżdżają drogę. Często robią to świadomie i z premedytacją. Straciłem dwójkę przyjaciół, którzy zginęli na drodze nie ze swojej winy.
?Idzie wiosna. Będą warzywa? - taką prześmiewczą akcję wymyśliła dwa lata temu policja. Powinni zobaczyć, jako to się robi we Francji, w Niemczech, we Włoszech czy w Hiszpanii. Tam do tego tematu podchodzi się zdroworozsądkowo. Takie akcje są bardziej skierowane do kierowców samochodów, bo to oni stanowią zagrożenie na drodze - mówi Łukasz.
Tomaszowscy motocykliści są również kierowcami samochodów, często jeżdżą zawodowo. Choćby z racji wykonywanego zawodu, dużo czasu spędzają za kółkiem. - Każdy z nas jest kierowcą samochodu, ale chętnie przesiada się na motor. Złe opinie o motocyklistach wynikają najczęściej z niewiedzy. Jeśli widzimy na drodze motocykle jadące zygzakiem, to nie są to drogowi szaleńcy. W ten sposób rozgrzewamy opony, robią tak również policjanci. To zabieg niezbędny dla bezpieczeństwa. Na zakorkowanych drogach motocyklem możemy szybciej dotrzeć do celu. Kierowcy samochodów powinni pamiętać, że w takiej sytuacji należy przepuszczać motocykle, a nie blokować im drogę - apeluje Daniel.
Jeżdżenie motocyklem to dla naszych rozmówców wielka pasja, bez której nie wyobrażają sobie życia. Niebezpieczne hobby zaakceptowali również ich bliscy. Kolorowe ubrania, wyposażone w ochraniacze sprawiają, że są na drogach bardziej widoczni. Ryk silników powoduje, że są bardziej słyszalni. - Spotykamy się w wolnym czasie. Jeździmy na wycieczki, zatrzymujemy się na dobre jedzenie. Być może kiedyś przesiądziemy się na motocykle turystyczne i będziemy podróżować po Europie i świecie. Czasami spotkamy na drodze starszego motocyklistę, który opowiada, jak przed laty jeździł WSK-ą po dziewczynę na wieś. To są piękne historie. Życzymy wszystkim, żeby chociaż raz poczuli się tak jak my. Zapach zbóż, traw i wolność, którą trzeba umieć odpowiednio dysponować - mówią.

Motocyklowa brać
Motocykliści sportowi żyją w przyjaźni z pasjonatami motocykli turystycznych i historycznych. Spotykają się na zlotach, pozdrawiają na drodze (jak kierowcy autobusów), a jak trzeba, to również pomagają. To wielka motocyklowa brać.
W Tomaszowie od 25 lat działa Stowarzyszenie Posiadaczy Pojazdów Zabytkowych ?Weteran?. Skupia pasjonatów pojazdów historycznych.
Pana Czesława, prezesa stowarzyszenia na swoim M-72 z wózkiem bocznym można spotkać chociażby na inscenizacjach w Skansenie Rzeki Pilicy. Tam często pojawia się w mundurze żołnierza niemieckiego.
Historycznymi motocyklami jeżdżą również jego koledzy. - Przedwojennego niemieckiego triumpha przywiozłem w trzech skrzynkach po jabłkach. Robiłem go przez dwa lata, co było dosyć kosztowne. Brakuje mu jeszcze kilku szczegółów, np. oryginalnego gaźnika. Natomiast sokół to pierwszy przedwojenny motor wyprodukowany w Polsce. Zrobiono ich tylko około 2 tys. egzemplarzy - opowiada o swoich motocyklach pan Mirek.
Pan Darek na harleyu zjeździł już całą Polskę. - Byłem na Helu, Mazurach, nawet w Czechach. Przez jeden weekend pokonuję nawet ponad 1000 km - mówi.
6,5 roku budował z kawałków swojego harleya pan Sławek: - Kosztowało mnie to mnóstwo pracy i pieniędzy. Sprowadzałem części nawet ze Stanów Zjednoczonych, ale efekt jest wspaniały.
Po wyremontowaniu amerykańskiego motocykla polskiego sokoła przekazał swojemu synowi Jarkowi, któremu również zaszczepił pasję do zabytkowych pojazdów.
Na radzieckim iżu jeździ pan Andrzej: - Starty przedwojenny bolszewik. Przez 17 lat stał w garażu. Pracowałem i nie miałem czasu zająć się nim, aż w końcu doprowadziłem do stanu używalności. Mój ojciec też jeździł na motocyklu tej marki. Jednego dnia przejechał na nim trasę do Gdańska i z powrotem.

Szanujcie nas na drodze
Motocykle zabytkowe nie osiągają zawrotnych prędkości, maksymalnie 80-90 km/h, ale ich prowadzenie wymaga również dużych umiejętności i doświadczenia.
- Na pewno świeżo upieczony kierowca nie poradzi sobie z takim sprzętem. Trzeba wiedzieć, jak go obsługiwać. To na początku nie jest łatwe - ostrzega pan Czesław.
Kłopot mogą też sprawić gabaryty takiego pojazdu. Harleye mają bardzo szeroką kierownicę i ważą kilkaset kilogramów. - Im cięższy motor, tym lepiej trzyma się drogi i łatwiej się go prowadzi. Jednak nie warto zaczynać przygody z motocyklem od takiego sprzętu. Jeżdżenie nim wymaga dużej rozwagi - mówi pan Sławek.
- Niestety są młodzi motocykliści, którzy dostaną motor i szaleją. To ich zachowania przyczyniają się do myślenia o motocyklistach jako o szaleńcach na drodze - dodaje pan Mirek.
Kierowcy motocykli zabytkowych narzekają też na brak kultury na drodze. - Jadę ulicą Graniczną, a tu pani wyjeżdża mi z drogi podporządkowanej przed nos. Ciekawe, czy odważyłaby się wymusić pierwszeństwo, gdybym jechał jeepem. Co innego, jeśli trafi się na motocyklistę za kierownicą. Taki wie, jak się zachować na drodze - mówi pan Andrzej.
- Raczej nie płacimy mandatów. Przestrzegamy przepisów ruchu drogowego. Policjanci zatrzymują nas po to, żeby podziwiać nasze maszyny. Niestety nie wszyscy potrafią zachować się na drodze. Niedawno pochowaliśmy w Końskich kolegę, w którego wjechały dwa samochody, nie ustępując mu pierwszeństwa - dodaje pan Czesław.
Motocykliści kierujący pojazdami zabytkowymi są często traktowani na drodze jak zawalidrogi. - Jesteśmy takimi samymi użytkownikami drogi jak inne pojazdy. Jednak nie pamiętają o tym szczególnie młodzi kierowcy tirów. W ogóle nas nie zauważają i spychają na pobocze. Dla wielu kierowców motocyklista to jest intruz, któremu najlepiej zajechać drogę - żali się pan Mirek.





Od lewej: Sławek, Daniel, Sebastian, Przemek, Łukasz - pasjonaci motocykli sportowych.
Ostrzegają przed brawurą i nierozwagą na drodze.






Od lewej: Andrzej, Jarek, Sławek, Czesław, Mirek.
Ich pasją są motocykle historyczne,
na których odnowienie poświęcają mnóstwo czasu i pieniędzy.







ag   

Artykuł ukazał się w wydaniu nr 24 (1143) z dnia 15 Czerwca 2012r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator