tomaszowski informator tygodniowy
Ogłoszenia
Wyróżnione
GABINET pediatryczno-pneumonologiczno-alergologicz ...
czytaj dalej »

PEDIATRA A. ŚMIETANKA. Wizyty domowe, tel. 44 ...
czytaj dalej »

FOTOWOLTAIKA dla Firm i Osób Fizycznych.
czytaj dalej »
 
Zdarzenia

 Dokładność i upór maniaka

 
Seriale kryminalne opowiadające o pracy techników policyjnych biją na całym świecie rekordy oglądalności. Amerykańskie produkcje pt. „Tajne akcje CIA” lub „Kryminalne zagadki LA” mają już nawet swoje fankluby. A ile prawdy widzimy na ekranie? Okazuje się, że niewiele.



Młodszy aspirant Grzegorz Rupiński
zabezpiecza na oknie ślady daktyloskopijne.


Nawet najtrudniejsza zagadka to żaden problem dla policjantów z popularnych seriali. Dostęp do supernowoczesnej technologii obsługiwanych przez nieprzeciętnie inteligentnych techników zawsze prowadzi do błyskawicznego wyjaśnienia. Serial nas wciąga, a specjalistów śmieszy. Bo w ogromnej większości to „bujdy na resorach”. W rzeczywistości nic nie jest takie proste.
Kilka miesięcy temu młodzi mężczyźni jechali od strony zalewu samochodem osobowym. Na łuku niedoświadczony kierowca nie zapanował nad pojazdem i wyleciał z drogi. Samochód zatrzymał się na drzewie. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Młodzieńcy wyszli z auta, byli w szoku. Ktoś zadzwonił po policję. Nikt nie chciał jednak przyznać się do kierowania, ponieważ wszyscy wypili wcześniej kilka piw.
Innego dnia dwóch mężczyzn włamało się do mieszkania. Nie wiedzieli, że w środku jest właściciel. Pobili go i skrępowali. Po godzinie wynieśli wszystkie wartościowe rzeczy.
To tylko przykłady, w rzeczywistości dochodzi do bardziej tragicznych i smutnych zdarzeń. Sposób ujęcia sprawców wyjaśnimy na końcu.
Serialowi bohaterzy pewnie przyjechaliby na miejsce ubrani w białe kombinezony i maski. Odgrodzili teren kilku hektarów i przepytali setki osób. Dziesiątki próbek dostałoby się do rąk grupy najlepszych specjalistów. Za dwie godziny prokurator miałby na biurku akty sprawy i stawiał oskarżenia.
A jak jest naprawdę?
- Do każdej sprawy, nawet nieskomplikowanej, podchodzimy poważnie i nigdy nie tak samo - mówi Marek Rusek, kierownik tomaszowskich techników, który na koncie ma już niejedną poważną rozwiązaną sprawę. - Zawsze jest inny scenariusz zdarzenia. Ta praca wymaga strasznej dokładności, bo na miejscu zdarzenia jest bardzo wiele śladów. Nie zbieramy oczywiście wszystkich, koncentrujemy się na tych, które naszym zdaniem, mają związek ze sprawcami. Na podstawie dowodów układamy mozaikę. Gdy coś czasami nie pasuje, to myślimy dalej, aby całość była logiczna - dodaje.
Tomaszowscy technicy zabezpieczają każdy rodzaj próbek. Jednak nie wszystkie badają. Większość trafia do laboratorium w Łodzi. W Polsce jest jednak bardzo nowoczesny ośrodek zajmujący się najpoważniejszymi przypadkami. Instytut Ekspertyzy Sądowej im. prof. dra Jana Sehna, który kieruje się mottem „Sprawiedliwość i nauka”. Działalność instytutu związana jest z naukami sądowymi, rozumianymi jako nauki pomostowe, czyli wywodzące się z nauk przyrodniczych, inżynierskich i społecznych, zaadaptowanych dla potrzeb nauk prawnych. Do zadań statutowych instytutu należy prowadzenie zarówno działalności badawczej w zakresie nauk sądowych, jak też opracowywanie opinii dla sądów i prokuratur w poszczególnych sprawach karnych i cywilnych, a także podejmowanie działań zmierzających do rozwoju i popularyzacji tych nauk. Naukowcy są specjalistami z: toksykologii sądowej, analizy alkoholu i narkotyków, kryminalistyki (w tym badania fizykochemiczne farb i lakierów, włókien, szkła, śladów powystrzałowych, mechanoskopijnych śladów narzędzi, obuwia itp., pisma ręcznego i dokumentów, daktyloskopijnych i antropologicznych, badań fonoskopijnych), śladów biologicznych (analiza DNA), rekonstrukcji przebiegu wypadków drogowych i inżynierii sądowej. Ponadto psychologii sądowej (analiza zeznań świadków i wyjaśnień podejrzanych, typowanie sprawców przestępstw, problematyka agresji i wykorzystywania seksualnego, badania środowiska rodzinnego) oraz informatyki sądowej (badania elektronicznych nośników informacji). Polska nie odstaje więc pod tym względem od krajów wysokorozwiniętych.
Żaden z techników nie potrafi jednak odnieść się do technologii stosowanych w popularnych serialach, bo jak twierdzą, gdyby takie były, pewnie mielibyśmy do nich dostęp. Ich błyskawiczne i skuteczne działanie wskazuje, że są fikcją (przynajmniej na razie).
Jak bardzo wciąga świat śladów przekonał się doskonale młodszy aspirant Grzegorz Rupiński, funkcjonariusz sekcji techników. Służbę rozpoczął w 2001 r. skuszony ogłoszeniem w nasze gazecie. Nie żałuje. Po czterech latach pracy w Referacie Patrolowo-Interwencyjnym dostał propozycję pracy jako technik. Został wysłany na 3-miesięczne przeszkolenie do Legionowa. Na kursie nauczył się zagadnień prawnych i praktycznych tj. zbierania dowodów trasologicznych (po oponach, butach itp.), mikrośladów (np. włókna, opiłki), daktyloskopijnych (czyli odcisków palców, rąk) i wykonywania zdjęć w plenerze, w pomieszczeniach i w nocy. Podczas egzaminu wprowadzono go do inscenizowanego pokoju po włamaniu. Musiał prawidłowo zabezpieczyć ślady pozostawione przez złodziei. Zdał wzorowo. Po roku pracy został wysłany na szkolenie specjalistyczne, gdzie zgłębił techniki zabezpieczania miejsc wypadków samochodowych, zbrodni, a nawet wybuchów bomb.
- W ostatnim przypadku w specjalnych kuwetach przesiewaliśmy piasek w poszukiwaniu pozostałości po urządzeniu wybuchowym - mówi policjant. - Próbowaliśmy ze znalezionych szczątków kabli i innych elementów dociec jak wyglądał ładunek. Po co i przez kogo został skonstruowany.
W 2007 roku został pełnoprawnym technikiem kryminalistyki. Obecnie on i jego koledzy są wzywani praktycznie do wszystkich zdarzeń, ale przede wszystkim do kradzieży z włamaniem, rozbojów, wypadków drogowych, zabójstw, gwałtów i uszkodzeń mienia. W ich obowiązkach jest również nagrywanie dojazdu kibiców na mecze i zachowań ludzi na innych imprezach masowych.
Na każde wezwanie zabierają ze sobą wielką torbę ze sprzętem, nazwaną walizką kryminalistyczną. A w niej: aparat cyfrowy, skalówka (policyjna linijka), numerki (wyznaczniki śladów), jednorazowe rękawiczki, folie daktyloskopijne, słoiki i tampony (do pobierania śladów osmologicznych, czyli zapachowych), pakiety na ślady DNA, kilka rodzajów proszków do wykrywania śladów daktyloskopijnych (argentorat, sadza angielska i ninchydryna) i różnego rodzaju pędzelki (m.in. z piór marabuta i włosia wiewiórki). W zanadrzu mają ponadto kółko metryczne, którym wyznaczają odległości na zdarzeniach, kamerę VHS i aparat UV pozwalający zaobserwować ślady wydzielin. Reszta to już logiczne myślenie i kombinowanie techników i policjantów prowadzących sprawy.
- To bardzo ciekawa praca - podsumowuje policjant. - Jednak trzeba uważać, by nie popaść w rutynę.
Jeszcze kilkanaście lat temu nie było dostępu do tak nowoczesnych technik. Przykładem mogą być portrety pamięciowe. Obecnie sporządza się ich coraz mniej, bo zastępują je zdjęcia, również te z wielkiej policyjnej bazy danych. Gdy jest potrzeba, taki wizerunek wykonują specjaliści w komendzie wojewódzkiej. Oczywiście mają do dyspozycji nowoczesne technologie komputerowe. Wcześniej robiono to odręcznie.
- Gdy pracowałem w policji, każdy wiedział, że mam zdolności plastyczne - mówi Paweł Jeton, emerytowany policjant. - Pewnego dnia przełożeni powiedzieli mi: „Jeton będziesz rysował portrety pamięciowe” i bez żadnego przeszkolenia trafiłem do techników. Robiłem to na tyle dobrze, że słyszeli o mnie nawet w Warszawie.
Praca nad portretem była wyczerpująca dla świadka i policjanta. - Najpierw rozmawiałem z osobą opisującą - mówi P. Jeton. - W większości ludzie czuli się zagubieni. Nie potrafili nic powiedzieć. Kazałem, aby opisywali swoich bliskich. Po tym łapali, o co chodzi i zaczynali sobie przypominać szczegóły twarzy.
Policjant najpierw pokazywał pewne wzorce części anatomicznych, które później były uszczegółowiane. Po trzech, a nawet pięciu godzinach, czasami na raty, powstawał portret. I były podobieństwa z rzeczywistą postacią, ale jak przyznaje emerytowany policjant, rzadko przypisywano mu za to sukces.
Dzisiaj maluje obrazy. Należy do Stowarzyszenia Amatorów Plastyków, a jego prace można obejrzeć w tomaszowskim muzeum.
A teraz rozwiązanie zagadek z początku tekstu.
Pijanego kierowcę samochodu udało się ustalić, nie na podstawie śladów linii papilarnych z kierownicy, ale zapachowych z fotela. Został skazany na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, odebrano mu również prawo jazdy.
Ze złodziejami nie było tak łatwo. Ale gdy po ciężkiej pracy operacyjnej zostali włączeni do grupy podejrzanych, wpadli. Zostawili ślady dłoni. Było ich dwóch. Ponadto jeden z nich do popielniczki wrzucił peta. Były na nim ślady DNA, które z dużym prawdopodobieństwem należały do niego. Ze względu na brutalne potraktowanie swojej ofiary zostali skazani na długie lata więzienia.
(Opisane przypadki są fikcyjne, ale bardzo podobne do spraw, jakie prowadzili nasi policjanci).
By nie było tak pięknie, trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie sprawy udaje się rozwiązać. Na pytanie jednak, czy istnieje zbrodnia doskonała, technicy nie chcą udzielać odpowiedzi. .
Pamiętajmy, że seriale są efektowne, wciągające i dynamiczne, ale praca prawdziwego technika jest żmudna i wymaga uporu maniaka.


Artykuł ukazał się w wydaniu nr 51 (1014) z dnia 24 Grudnia 2009r.
 
Kontakt z TIT
Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Biuro ogłoszeń
ogloszenia@pajpress.com.pl

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Dział reklamy
tel: (44) 724 64 17 wew. 28

Tomaszów Mazowiecki - baza wiedzy Redakcja
tel: (44) 724 24 00
redakcja@tomaszow-tit.pl
Artykuły
Informator