 Tamara Wdowska,
dyrektorka tomaszowskiego oddziału Veolii.
Listy opisujące złe praktyki w prywatnych firmach przychodzą do redakcji rzadko. Jeśli już, to brakuje w nich konkretów, a autorzy pozostają anonimowi.
Veolia jest spółką, która od lat działa (wcześniej pod innymi nazwami) na terenie naszego miasta i powiatu. Żadna z firm, spółdzielni mieszkaniowych oraz miasto, w którym Veolia wygrywa co roku przetargi na mechaniczne oczyszczanie ulic, wywóz śmieci z koszy ulicznych, sprzątanie niezabudowanych działek, nie skarży się na współpracę ze spółką. Tymczasem do redakcji nadszedł list podpisany przez anonimowych członków załogi Veolia Usługi dla Środowiska. Pismo zarzuca dyrektorce spółki wstrzymanie inwestycji i wręcz dążenie do upadłości firmy.
Z Tamarą Wdowską, dyrektorką oddziału Veolii w Tomaszowie rozmawia Agnieszka Łuczak.
- Od czerwca, gdy objęłam stanowisko dyrektora, prowadzę reorganizację i wprowadzam w Tomaszowie międzynarodowe standardy zarządzania. Jak każda zmiana, nie zawsze moje działania budzą pozytywny oddźwięk. Nie ukrywam również, że porządkowanie procedur wykazało pewne nieprawidłowości w funkcjonowaniu spółki. Teraz je sukcesywnie poprawiamy.
- Pani gasi pożar?
- Trochę tak. Zarząd Veolii skierował mnie w czerwcu do Tomaszowa, bo świetnie znałam ten oddział. Pracowałam tutaj w latach 2002-2009. Dwa lata temu odeszłam z Tomaszowa do warszawskiej centrali Veolii. Teraz mam nowe wyzwanie, realizuję zaplanowaną przez zarząd strategię umacniania pozycji firmy na rynku lokalnym.
- Załoga nie podziela tego zachwytu.
- Załoga to bardzo ogólne określenie. Nasz oddział zatrudnia ponad 90 osób. Wśród nich jest wielu rzetelnych, oddanych firmie pracowników i są też osoby przyzwyczajone do pracy w starym systemie, gdy efektywność nie miała większego znaczenia. Dla jednych reorganizacja jest elementem niezbędnych zmian, dla innych prawdziwą rewolucją. Wiem, że nie każdemu podoba się, że rozliczam paliwo, sprawdzam dokąd pojechali służbowymi autami, czy obsługują klientów, z którymi mamy podpisane umowy. Pilnuję warsztatów, sortowni i tego, jakim tonem odzywa się pani obsługująca telefon. Te działania budzą protesty, mam tego świadomość. Dodam jednak, że mam stały i bardzo dobry kontakt ze związkami zawodowymi działającymi w naszej firmie. Przedstawiciele związków są na bieżąco informowani o nowych wyzwaniach stawianych przed firmą, a decyzje dotyczące rotacji pracowników są z nimi konsultowane.
- Czy w tej chwili w oddziale trwa reorganizacja, restrukturyzacja, działania, które wiązałyby się z ograniczaniem działalności spółki, zmniejszaniem liczebności załogi?
- To co teraz trwa, jest optymalizowaniem funkcjonowania przedsiębiorstwa. Jesteśmy elementem wielkiej międzynarodowej grupy Veolia. We wszystkich jej częściach obowiązują te same reguły i standardy. Tomaszów nie może się różnić od innych firm grupy. Przegląd zarządzania i funkcjonowania firmy wyraźnie wskazał na obszary wymagające pewnej poprawy, modyfikacji. Dotyczyło to m.in. pracy działu handlowego. Kilka osób otrzymało wypowiedzenia związane z optymalizacją zatrudnienia, kilka osób poprosiło o rozwiązanie umów.
- Zmniejsza pani zatrudnienie?
- Nie mam takich planów. Nie wykluczam jednak pewnej rotacji na stanowiskach. Jesteśmy firmą usługową, całkowicie zależną od naszych klientów i świadomości tego faktu oczekuję od wszystkich pracowników.
Trzeba jednak pamiętać, że branżę gospodarki odpadami czekają w tym i następnym roku wielkie zmiany. Nowa ustawa zmienia sposób funkcjonowania całego rynku, a my musimy liczyć się z rosnącą konkurencją. Dlatego jednym z naszych nadrzędnych celów jest utrzymanie pozycji na rynku i zagwarantowanie miejsc pracy ludziom pracującym w firmie od kilku czy kilkunastu lat.
- Czy prawdą jest, że zamykacie sortownię odpadów na terenie byłego Wistomu?
- Obie linie sortownicze - jedna do sortowania odpadów komunalnych, druga do opakowaniowych - działają pełną parą. Jesteśmy w pełni profesjonalnym zakładem przetwarzania odpadów, a sortownia stanowi ważne uzupełnienie naszych działań. Nie rozumiem zupełnie oskarżenia o zamykanie sortowni. Skąd mogło się wziąć to pomówienie? Przez kilkanaście dni pod koniec roku sortownia nie pracowała. Było to spowodowane modyfikacją procesu technologicznego i dostosowaniem linii technologicznej do wymogów środowiskowych. Po zakończeniu prac sortownia natychmiast wróciła do normalnego działania.
- Na czym polegają zatem działania naprawcze w spółce?
- Przede wszystkim musimy optymalizować koszty, pilnować wydawanych pieniędzy. Konkurencja w branży jest ogromna. Liczę koszt każdego działania, porównuję, wybieram optymalne opcje. Np. bezustannie negocjuję ceny z dostawcami naszych usług, ale i z odbiorcami. Jednocześnie pilnuję, by nasza działalność odbywała się w zgodzie z prawem, w zgodzie z pozwoleniami jakie mamy, nie tylko w obszarze ochrony środowiska, ale i ekonomiczno-księgowym oraz transportu i logistyki.
Firma obsługuje 40 tys. klientów. Żeby zapanować nad całością, żaden z obszarów nie może pozostać bez kontroli. Wszystko co dzieje się w spółce jest transparentne.
- Czy za rok o tej porze Veolia będzie nadal obsługiwała Tomaszów i okolice?
- Obsługujemy obecnie 40 miast i gmin. Poza Tomaszowem m.in. Rawę Mazowiecką, Koluszki, Gostynin. W terenie działają delegatury nam podlegające. Szczerze wierzę, że za rok będziemy nadal funkcjonować we wszystkich tych lokalizacjach. Jak już jednak wspomniałam, przed nami wielkie zmiany proceduralne. Wiele zależy od gmin i rozwiązań w zakresie gospodarki odpadami, które wdrożą. Na pewno wystartujemy we wszystkich przetargach, do których zostaniemy zaproszeni. Przygotowujemy się do nich, m.in. inwestując w rozwój firmy. W ciągu ostatnich miesięcy kupiliśmy kilkaset nowych pojemników na odpady komunalne, samochód do oczyszczania miasta i śmieciarkę z funkcją mycia pojemników. To inwestycje rzędu 1 mln złotych.
- Zwykły człowiek nie może dodzwonić się do Veolii?
- Mam tego świadomość i dlatego uruchomiliśmy dodatkowe linie telefoniczne. Jednocześnie prowadzimy intensywnie procedurę weryfikacji umów oraz proces windykacji, co spowodowało prawdziwą lawinę telefonów.
- Jest pani bez reszty zaangażowana w pracę na rzecz swojej firmy. Nie boi się pani, że korporacja wykorzysta pani energię bez reszty, a potem usłyszy pani: Sorry już cię nie potrzebujemy?
- Jestem nauczona odpowiedzialności za pracę. Zawsze miałam stanowiska obciążone jednoosobową odpowiedzialnością. Wydaje się, że sobie z tym radzę. Moja marka w firmie nie wynika z towarzyskich koneksji, ja po prostu cały czas uczciwie na nią pracuję.
|