- To była potworna tragedia. Jeszcze nie wszyscy młodzi strażacy doszli do siebie -- tak opisuje zderzenie dwóch tirów st. kpt. Dariusz Polański z PSP w Tomaszowie.
Do wypadku doszło w środę, 17 września w Rokicinach na skrzyżowaniu dróg wojewódzkich nr 716 i 713. Mimo wysiłków 53 strażaków, w tragicznych okolicznościach zginęły trzy osoby.
 Słup ognia z płonącego volvo wystrzelił na wysokość 15 metrów.
foto: Piotr Brzozowski
Dokładnie o godzinie 23.30 w Ochotniczej Straży Pożarnej w Łaznowie (gm. Rokiciny) ciszę przerwał ryk syreny. W tym czasie w garażu remizy jeszcze dwóch ochotników doglądało sprzętu. Natychmiast wskoczyli w ubrania strażackie i wyprowadzili dwa samochody - ratownictwa drogowego i gaśniczy. Choć zrobili to błyskawicznie, na miejsce dobiegali już pozostali członkowie zespołów. Nie potrzebowali informacji o miejscu i rodzaju zdarzenia. Niedaleko na północy widzieli ogromną czerwoną łunę. Wiedzieli, że coś się stało na krzyżówce dróg wojewódzkich. Dojazd zajął im około dwóch minut. To co zobaczyli przeraziło ich.
- Po naszej lewej stronie skrzyżowania zastaliśmy dwa totalnie rozbite samochody ciężarowe - mówi jeden ze strażaków. - Jeden się palił. Podzieliliśmy się na dwie grupy i zaczęliśmy akcję ratowniczą.
Bliżej drogi 716 ogień o wysokości około 15 metrów zaczął trawić ciągnik volvo i naczepę wypełnioną 18-20 tonami produktów spożywczych. Żar był nie do wytrzymania. Strażacy od razu podbiegli do pojazdu z dwiema liniami gaśniczymi. - Kabina samochodu przypominała zgniecioną puszkę, z jej wnętrza wystawał mężczyzna, nie dając znaków życia - mówią ochotnicy z Łaznowa. - Nie mogliśmy jednak do niego podejść, taki był żar. Widzieliśmy rozerwany zbiornik paliwa. Na ogień skierowaliśmy prąd wody i piany. Zaczął się palić przewożony towar, pokrycie naczepy zaczęło niebezpiecznie strzelać iskrami.
Najważniejsze dla strażaków było teraz niedopuszczenie do tego, by płomień doszedł do mężczyzny. Gasząc pożar, starali się chłodzić również jego ciało.
W tym samym czasie druga grupa ratowników biegła do drugiego pojazdu. Po drodze deptali tony rozrzuconych tusz kurczaków. Ciężarowa scania z chłodnią stała po tej samej stronie drogi co volvo. Samochody rozdzielało tylko ogromne drzewo gruszy.
- Po zderzeniu od scanii oderwała się przednia oś - opowiadają strażacy. - Skrzynki z kurczakami musiały z ogromną energią wpaść na przód auta. Oderwały się tylne zaczepy kabiny, a ta przednią szybą uderzyła w ziemię, miażdżąc wszystko, co było w środku.
W stercie niesamowicie poskręcanej blachy i plastyku ochotnicy natknęli się na ciężko rannego mężczyznę. Miał liczne rany, również otwarte, ale jego natychmiastowe wyciągnięcie było niemożliwe.
- Był przytomny, powiedział, że jechała z nim jeszcze kobieta. Zaczęliśmy jej szukać - wspominają ratownicy.
Na miejsce dojechały wozy PSP z Koluszek, Tomaszowa i inne zastępy.
Miejsce wypadku wyglądało przerażająco. Ciągle gaszono pożar volvo. Zapaliła się dodatkowo, utrudniając akcję, grusza. Wciąż nie można było podejść do zwisającego z czegoś, co kiedyś było kabiną, mężczyzny. Kilkunastu strażaków przerzucało sterty kurczaków i plastykowych skrzynek poszukując zaginionej kobiety. Wykonali prace dwukrotnie. Nikogo nie znaleźli.
Ze scanii strażacy z Koluszek powoli wycinali rannego mężczyznę, który już stracił przytomność. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to ich kolega.
- Cięliśmy małe elementy, gdyż kabina praktycznie oderwała się od ramy, nie mieliśmy więc punktu zaparcia, a czas płynął - mówi st. kpt. Dariusz Polański, zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczej-Gaśniczej PSP w Tomaszowie. - Wciąż przy ofierze byli ratownicy pogotowia.
Po około 30 minutach udało się wyciągnąć rannego, który nie dawał znaków życia. Wyczerpani strażacy na zmianę przez pół godziny prowadzili reanimację. Niestety mężczyzna nie podjął walki. Zmarł.
Druga grupa ratowników, która wciąż gasiła pożar, odnalazła niedaleko drzewa i naczepy volvo nadpalone ciało martwej kobiety. Udało się również dotrzeć do mężczyzny w kabinie. Był martwy. Nie miał na sobie ubrania. Strażacy podejrzewali, że mógł w momencie wypadku spać w tylnej części kabiny, a pojazd prowadził kto inny. Wrak ciągnika podniesiono specjalnie sprowadzonym dźwigiem, na szczęście nikogo pod nim nie znaleziono.
Lekarz i prokurator ostatecznie stwierdzili zgon trzech osób. Odjeżdżając strażacy z Koluszek przypadkowo usłyszeli imię i nazwisko ofiary ze scanii. Posmutnieli. Okazało się, że znali mężczyznę. Był ich kolegą, zawodowym strażakiem z Koluszek.
Akcja ratownicza, gaśnicza i uporządkowania terenu trwała do godz. 13.40 następnego dnia. Wzięło w niej udział 6 zastępów PSP (16 strażaków) i 9 zastępów OSP (47 osób). Przez kilkadzisiąt minut po wypadku ruch zablokowany był we wszystkich kierunkach. Później policjanci i strażacy rozluźniali kilkukilometrowe kroki, puszczając samochody wahadłowo.
- Nad ranem, mimo że się zmienialiśmy, byliśmy już wyczerpani - mówi st. kpt. Dariusz Polański. - Chcieliśmy, by to wszystko już się skończyło. Nasi młodzi strażacy brali udział pierwszy raz w tak tragicznym wypadku, jeszcze dzisiaj bardzo go przeżywają.
Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie bada szczegóły zdarzenia. Ze wstępnych ustaleń wynika, że 34-letni mężczyzna jechał z 49-letnią kobietą scanią drogą 716 w stronę Piotrkowa. Wieźli w chłodni ok. 12 ton kurczaków. Z niewyjaśnionych przyczyn kierowca, mimo znaku stop, nie zatrzymał się przed drogą 713 i wjechał wprost pod nadjeżdżający od strony Tomaszowa skład volvo kierowany przez 27-letniego mieszkańca Lublina. Najprawdopodobniej obie ciężarówki nawet nie hamowały i wpadły na siebie z dużą prędkością. Energia była potężna. 49-letnią pasażerkę scanii wyrzuciło z kabiny, a ciężarówki po prostu się rozleciały.
- Dopiero rano przyjrzeliśmy się wrakom - mówią strażacy. - Nie przypominały one w ogóle samochodów. Wielu części brakowało. Nikt ich nie znalazł. Po prostu wyparowały. Jeszcze nigdy czegoś podobnego nie widzieliśmy - dodają z niedowierzaniem.
Dzisiaj po wypadku nie ma już nawet śladu. Tylko pod gruszą palą się znicze.
Tymczasem strażacy z Łaznowa i kierowcy zawodowi dzielą się swoimi spostrzeżeniami.
- Na tym skrzyżowaniu doszło do wielu tragicznych wypadków - mówią ochotnicy. - Tyle razy mówiło się o jego przebudowie i nic.
To, że jest to niezbędne, potwierdzają kierowcy. - Szczególnie niebezpieczny jest odcinek 716 od Koluszek do Piotrkowa - mówi pan Krzysztof, który często tędy jeździ. - To prawda, że przy skrzyżowaniu z 713 jest znak stop i progi ostrzegawcze. Jednak wielu kierowców spostrzega je zbyt późno, tym bardziej, że szczególnie nocą jadą szybko i cały czas mają drogę z pierwszeństwem przejazdu. Dodatkowo niebezpieczeństwo potęguje fakt, że od strony Koluszek dojeżdża się do skrzyżowania z lekkiej górki i nie widać drogi Tomaszów - Łódź.
Trzeba również dodać, że w pobliżu tego skrzyżowania na 713 postawiony jest fotoradar, ale i on nie poprawia bezpieczeństwa. Dlaczego? - Bo to sam słup z pustą skrzynką - mówi kierowca. - Fotoradar jest w nim bardzo rzadko. Każdy o tym wie i mało, kto zdejmuje nogę z gazu.
Czy doszło by do wypadku gdyby w tym miejscu powstało rondo albo postawiono migające światła? Być może, ale póki co Zarząd Dróg Wojewódzkich oprócz modernizacji nawierzchni nie planuje takich rozwiązań.
- Gdy założymy, że te pojazdy poruszały się z prędkością 90 km/h, to przejeżdżały 25 metrów w sekundę - liczą strażacy z Łaznowa. - Jak bardzo mało brakowało, by tiry się minęły i wszyscy by żyli.
Dowództwo PSP w Tomaszowie chce wręczyć ochotnikom z OSP Łaznów oficjalne wyróżnienia. Udowodnili, że nie boją się żadnego wyzwania i świetnie opanowali sytuację po wypadku.
PS. Byliśmy w nocy na miejscu tego wypadku. Żadne zdjęcia nie oddadzą tragicznej scenerii miejsca. Wraki rozbitych samochodów, ciała ofiar, ratownicy walczący o życie człowieka, przerażeni i wstrząśnięci mieszkańcy Rokicin i kierowcy ze stojących w korku samochodów. Ten obraz zostanie w pamięci na zawsze. Ale zostanie również obraz wielkiego zaangażowania zespołów medycznych i strażaków, którzy działali na miejscu zdarzenia. To ludzie godni najwyższego szacunku.
Redakcja TIT |